piątek, 11 listopada 2016

17. Wont let these tears fall

Postanowiłem iść na następną lekcje i czekać na rozwój wydarzeń. Szybko ulotniłem się spod klasy, zmierzając korytarzem na lekcję geografii.
Zająłem miejscę z tyłu i rozpakowałem szybko plecak.
http://data.whicdn.com/images/63754153/large.jpg
Mimo że nauczycielka cały czas mówiła, ja nie mogłem skupić swoich myśli na jej słowach. Cały czas myślałem, co teraz będzie.
Czy wywalą Szymona ze szkoły? Czy będzie próbował jakiejś zemsty? A może uda mu się odkręcić całą tą afere?
Oby nie, to by był mój koniec.
A może cała wina pójdzie na Sebastiana, jak powinno być według prawdy...
Te pytania zadawałem sobie w głowie, dopóki mojej uwagi nie zwróciły otwierane drzwi.
W klasie pojawiła się nasza wychowawczyni. Szymon także wszedł i zajął pustą ławkę obok okna. Co ciekawe, nie wyglądał na zestresowanego. Raczej na przygnębionego.
Rzuciłem tylko na niego okiem, i spojrzałem na wychowawczynię.
Ta zawołała mnie na korytarz.
Kiedy wyszedłem i zostałem z nią sam na sam, wiedziałem już o czym chce porozmawiać.
- Nie wiem jak ci to powiedzieć... – zaczęła kobieta, zakładając ręce na piersi – Szymon się wypiera. Mówi że to bzdury wyssane z palca.
Domyślałem się, że tak zrobi. Gdybym był sam, uśmiechnąłbym się, wiedząc że mam argumenty i przewagę, jako osoba poszkodowana.
- A co innego ma zrobić... – burknąłem pod nosem – Jest za głupi żeby sie przyznać.
- A możesz mi dokładnie opisać, jak to było? Jak wyglądała ta cala sytuacja? – zapytała, gestykulując lewą dłonią.
Poczułem, że zaraz zacznę sie denerowwać. Muszę szybko wymyślić jakieś kłamstwo, szybko nakreślić scenę pobicia... Albo i nie.
- On niech to Pani powie. Ja mam dosyć tej sytuacji – rzekłem poirytowany, chcąc zapaść się pod ziemię. Męczyło mnie to troche, te kłamstwa przysparzały stres. A najlepsze że to na własne życzenie.
- Przepraszam, musze wracać na lekcję – Mówiąc to, miałem wściekłość w oczach i szybko wróciłem do klasy.
Zajmując swoje miejsce, spojrzałem tylko na zajętego słuchaniem Szymona. Gdyby wzrok mógł zabijać, w tamtej chwili byłby trupem.
Dałem radę skupić się na lekcji. Wytrwałem do końca i razem z resztą klasy, opuściłem pomieszczenie.
Widziałem plecy Szymona, jak wychodził. Mnie, niespodziewanie zatrzymała koleżanka z klasy. Brunetka z którą zazwyczaj nie rozmwiam... Ja z nikim nigdy nie rozmawiam, w sumie...
- Słyszałam... Ludzie gadają że to Szymon cie tak urządził. Wychowawczyni z  nim gadała – powiedziała dziweczyna.
- Tak, Szymon. Ale nie chce o tym gadać. Idziesz na lekcję? – uciąłem temat, nie chcąc powiększać tej fali kłamstw. Im mnie osób o tym gada, tym mniejszy stres dla mnie.
- Tak, idę – odpowiedziała, po czym oboje zaczęliśmy iść na następne zajęcia.
Byliśmy pod klasą, gdy poczułem że telefon mi wibruje. Koleżanka weszła, zamykając drzwi i zostawiając mnie na opustoszałym już po dzwonku korytarzu.
Odebrałem, mama dzwoniła.
- Co tam? – spytałem.
- Miałam telefon od wychowawczyni.  Chce sie dzisiaj ze mną spotkać także koło 14 przyjdę, pogadam z nią i razem wrócimy – oznajmiła.
Nie zrobiło to na mnie żadnego wrażenia. I tak, mam mocne argumenty.
- Dobra, rozumiem.
- A z tym chłopakiem sie widziałaś? Mówił coś, zaczepiał cie znowu?
Odpowiedziałem na pytanie mamym czując sie dziwnie... Ostatnio wszystko co mówie to kłamstwa.
- Tak, coś gadał ale go olałam. Mama, kończyć musze, już po dzwonku.
Schowałem telefon i poszedłem na lekcję.
Słuchałem i notowałem to co mówił nauczyciel... jednak w myślach, przeprowadzałem rachunek sumienia.
I naszły mnie pewne wątpliwości.
Nagle, poczułem dreszczę... I jakbym zobaczył obok siebie swojego Anioła Stróża... Jakby ktoś chciał mi coś powiedzieć, ale ja nie słuchałem.
Miałem wątpliowsci, czy dobrze robię. I to było pierwsze ostrzeżenie, żeby nie iść dalej tą drogą.
Coś niszczyło mnie od środka, zmieniając w bazuczuciową maszynę do wyrządzania krzywdy innym.
Właśnie takim kimś sie stałem. Dopóki nie zjawił się człowiek, który stworzył mnie od nowa. Szkoda, że tak późno.
Siedząc wtedy w ławce, wróciłem myślami do chwili sprzed kilku dni. Do tej wycieczki... Do spotkania w bibliotece...
Wspomnienia napływały powoli, chcąc wycisnąć łzy z moich oczu.
Ale nie, nie pozwolę im upaść.
To były fajne momenty.
- A może on wcale nie jest taki zły? – szeptały myśli w mojej głowie.
I miały rację. Ten chłopak jest wręcz idealny.
Skradł moje serce, zakochałem sie w nim... I to był mój najwiekszy błąd.
Dlatego go tak nienawidze. Bo jest dla mnie nieosiągalny i bo prawie dla niego zatraciłem siebie. W środku mnie spowodował wojnę, jakiej tam jeszcze nie było.
I to tylko przez jakieś zauroczenie, dziewczyna i chłopak w środku mnie zaczęli walczyć, doprowadzając mnie do załamania... I do tej całej afery.
Gdybym miał jedną płeć, nie byłoby takich problemów. A ja...
Jestem po prostu sobą. I to jest mój problem.
Odludek, freak – tak widzieli mnie ludzie. A on zobaczył po prostu miłą osobę...
A ja spieprzyłem tą znajomość...
Może to naprawde moja wina?
Ale nie zmienie sie dla kogoś, nigdy...
Jeszcze raz zobaczyłem nas, wtedy na tym powalonym drzewie, potem jak gadaliśmy na korytarzu...
Uśmiechnąłem się, spuszczając głowę.
I tak trwałem, odtwarzając jeszcze raz te wydarzenia w pamięci.
I nie wiem czego, ale dawało mi to ogromną radość.
- Edyta? Żyjesz tam? – usłyszałem nagle. Był to głos nauczyciela.
Zacisnąłem sta, powoli wracając do zjebanego, rzeczywistego  świata
- Żyje, przepraszam – odparłem, kończąc te bezsensowne rozmyślania.
Z tej sytuacji nie ma wyjścia – taki wniosek cisnął się na myśl.


Cześć. Witam was w kolejnym, przepełnionym gniewem, łzami i wściekłością na samego siebie rozdziale. Tak, w tamtej fazie byłem wkurzony na samego siebie za to że wogóle dałem sie wciągnąć w tą gre. Spirala kłamstw była napędzana i nie do zatrzymania a ja sam gubiłem się w swoim świecie :(
Czekajcie na następne rozdziały, historia dopiero nabiera tempa.
Jeśli chcecie być informowani o nowych rozdziałach, zostawcie namiary w zakładce Informowani.




















środa, 26 października 2016

16. Scars&Bruises




Nie czułem żadnych wyrzutów sumienia. Po prostu rzuciłem plecak na ziemię i położyłem sie do łóżka.
Drzemka zajęła mi czas do godziny 17. Przez ten czas nikt nie wchodził do pokoju.
Gdy wstałem, wyszedłem do kuchni.
Co ciekawe, zobaczyłem tate w kuchni przy stole. Jadł kolację, mama siedziała w swoim pokoju.
Mężczyzna tylko spojrzał na mnie, pytając jednak „Co sie stało?”.
Nigdy za bardzo sie mną nie przejmował... Musiałem aż zostać pobity aby zaczął?
- Nic ciekawego, uwierz... – powiedziałem, z lekkim uśmieszkiem.
- Ale to samo, czy ktoś ci to zrobił? – zapytał, zanim ugryzł kęs kanapki.
Znalezione obrazy dla zapytania boy bruise tumblr- Taki debil jeden. Naprawde nieistotne.
Zrobiłem sobie herbaty i poszedłem do Anki do pokoju.
- O... Myślałam że gorzej to wygląda – zaśmiała sie dziewczyna, zbliżając sie do mnie.
Oparty o drzwi, patrzyłem jak dotyka mojego policzka. Była wyraźnie zaniepokojona.
- To ten... Szymon... Ten co ci sie podobał? – spytała, trzymając delikatnymi dłońmi moją głowę.
- Tak... Ale to kawał drania. Głupia byłam – rzekłem,  widząc jak moja godność upada na podłogę, rozbijając się w drobny mak.
- He... Każdy facet tak ma. Dlatego  ja z dystansem do tego podchodze. Do tej całej... miłości  i uczuć – Siostra usiadła na łóżku, zostawiając obok wolne miejsce dla mnie. Zająłem je.
- A długo on już ci dokucza? – Mama odezwała się z drugiego pokoju. Ostatnio jak widziałem, rozwiązywała krzyżówki. Taki jej sposób na relaks po pracy.
- Jakiś czas, ale do tej pory to ignorowałam – Mówiąc to, pragnąłem zapaść się pod ziemię. Właśnie tworze fałszywą historie, nie znając jeszcze konsekwencji moich i Szymona kłamstw.
- To trzeba było mówić! A nie, do tego aż musiało dojść. No ty niepoważna jesteś? – Moja rodzicielka weszła  i ku mojemu zdziwieniu, zaczeła krzyczeć – Powinnaś nam już na początku powiedzieć!
- A wy ze mną wogóle rozmawiacie... – mruknąłem pod nosem. Sytuacja zaczęła mnie przerastać, a fakty, które znam tylko ja kłębiły się w głowie. Wyszedłem z pokoju, nie chcąc wybuchnąć i wygadać się pod wpływem złości.
Oglądali jak wychodzę z domu. Znalazłem się na huśtawce, na której spędzam każdą wolną chwilę.
Znów poczułem łzy na swoim policzku. Chciałem uderzyć się w twarz, jednak... Za dużo już dzisiaj przeszedłem, nie warto...
Była to jedyna myśl która powstrzymała mnie przed ponowną samodestrukcją.
Siedząc na nieruchomej wtedy huśtawce, spojrzałem zapłakanymi oczami na swoje ramie. Podwinąwszy rękaw, spoglądałem tak przez chwile kiedy wewnętrzne demony ożywały na nowo.
Będąc samemu, nie miałem żadnych oporów.
Wbiłem paznokcie w skórę na ramieniu. Czułem ból. Jedyną rzecz która dawała mi ulgę.
Zacisnąłem zęby, wiedząc że gniew i smutek zaraz odpłyną. Zawsze to robią, gdy się okaleczam.
A teraz... w końcu mam na co zgonić.
Wbitymi paznokciami, przejechałem w dół. Aż do łokcia, widniały smugi.
Po chwili, rozstąpiły się, uwalniając odrobinę czerwonej cieczy.
Patrzyłem jak spływa w dół  w małych ilościach. Ale jednak dawała ulgę.
Kiedy rany zaczęły piec, wiedziałem że żyje. Że moge zacząć od nowa i pożegnać złość która posunęła mnie do tego czynu.
Te szramy, blizny które właśnie tak sobie robiłem... One dawały mi możliwość restartu. Zapominłem wtedy o wszystkim i gdy czułem ból,zaczynałem od nowa. Byłem pozornie szczęśliwy.
Wytarłem rew, widząc jak skóra wokół blizn puchnie. Zakryłem je rękawem  i szybko przedostałem się do pokoju by nałożyć bluzę z długim rękawem.
Za kilka dni znikną... A jakby kto pytał to Szymon to zrobił.
Naprawde, wkręciłem się w tą historyjkę. Moge spokojnie sie okaleczać, bo przecież „on sie nade mną znęca”.
Skoro on chce tak grać, pokonam go jego własną bronią.
Tamtego dnia szybko położyłem się spać. Padłem przed 22, nie odrabiając nawet lekcji. Plecak zamierzałem spakować rano. Zamknąłem się w pokoju na reszte wieczoru. Jedynym moim towarzystwem były demony ciągnąc mnie w dół.
Sen pozwolił mi zapomnieć i nabrać siły na walkę. Bezsensowną, ale dopiero teraz to widze.
Wstałem rano. Pierwsze co robie gdy sie obudzę, spoglądam przez okno. Tamtego dnia, pogoda była ładna. Ale nie zamierzałem pokazywać nikomu szram, więc musiałem zdecydować się na coś z długim rękawem.
Słońce świeciło, gdy ubierałem sie. Mamy nie było w domu, taty też. Anka pojechała kilka minut przed moim przebudzeniem sie.
 Byłem sam. Jest to jedna z rzeczy które uwielbiam. Kiedy nikogo nie ma w domu.
Ten rodzaj samotności lubie. Lecz ten który towarzyszy mi od kilku lat, jest nie do zniesienia.
To że traktują mnie jak dziwaka, freaka... Ten rodzaj samotności potrafi zabić szybciej niż kula z pistoletu.
Ubrałem się w czarną koszulkę i  bluzę bejsbolówkę Chicago Bulls w której napewno będzie mi gorąco. Do tego dodałem białe rurki i czerwone, niskie buty.
Szybko sprawdziłem czy mam wszystko i wyszedłem z pokoju. Nie miałem czasu na śniadanie, odrobinę za późno wstałem.
Po drodze do drzwi, napotkałem lustro w którym w oczy rzucała się moja śliwa. Nie był to za przyjemny widok. Pomyślałem, że lepiej bylo ubrać bluzę z kapturem i czapkę z daszkiem. Jednak, za bardzo sie spieszyłem aby wracać i sie przebierać.
Z drugiej strony... To jest świadectwo tego co niby Szymon mi zrobił. Niech wiedzą, jakim jest draniem...
Gdy o tym pomyślałem, zacząłem mniej sie przejmować a problematyczne myśli zatarły się.

Dotarłem do szkoły 20 minut przed rozpoczęciem lekcji. Zacząłem sie zastanawiać, gdzie sie ukryć przez ten czas. Jakaś część mnie sie wstydziła tego siniaka, mimo pozornej pewności siebie którą chciałem wszystkim pokazać.
Wchodząc do szkoły, pomyślałem „Czas przestać sie bać”.
Podniosłem głowę i z miną wyrażającą zdecydowanie, przeszedłem schody i zmieniłem w szatni buty. Potem, szybko powędrowałem na piętro gdzie mamy lekcję. I akurat, pierwszy jest polski z naszą wychowawczynią.

W tym dniu w szkole było mniej osób niż zwykle. Zauważyłem to wchodząc w zasięg ich wzroku. Ten od razu padł na mnie. Wgapieni w limo, zadziwieni. Jednak, nie powiedzieli nic. Ja tylko usiadłem na uboczu, wyjmują książkę. Udawałem że sie uczę, czekając czy aby nikt o nic nie zapyta. W głębi duszy, od wczoraj polubiłem zgrywanie ofiary.
Niedaleko mnie, siedziała mała grupka osób z mojej klasy. Nie zwracali na mnie uwagi, żadna nowość.
Ale ja czułem że w końcu zaczną. Kiedy wyjdzie na jaw że Szymon jest prześladowcą.
Nie widziałem w tym postępowaniu nic złego. Pragnąłem tylko w końcu być zauważonym. Wybrałem na to najgłupszy sposób z możliwych, ale innego nie było.
Siedziałem tak, udając że czytam tą książkę od biologii. Nagle, na korytarzu pojawił się Sebastian. Gadał w najlepsze ze swoją ekipą, gdy nagle zatrzymał wzrok na mnie.
Chyba jako pierwszy zobaczył moją twarz.
- O kurwa... – wysyczał z wściekłością, zmierzając w moją stronę.
Gdy do mnie podbił, wiedziałem już o co chodzi. Że wszyscy dowiedzą sie że to on.
- Spróbuj suko coś komuś wygadać to zdechniesz... – Zaczął wypluwać słowa, jednak ja spokojnie mu przerwałem.
- Nic sie nie stało, nic nie powiem. Przynajmniej o tobie.
Mówiąc to ,patrzyłem w jego twarz na której malowało się zdziwienie.
- He... i tak ma być, mała – parsknął, wyraźnie zdziwiony moim zachowaniem.
Miałem wtedy w dupie, co o mnie myślał. Jeśli miał poczucie, że mnie zastraszył czy coś... to naprawde, bardzo sie mylił. Moja wojna dopiero nabierała tempa.
Czekałem, w kupieniu na dzwonek. Gdy ten zadzwonił, spuszczając głowę, ustawiłem się pod klasą czekając na wychowawczynie.
Blondynka szybko się zjawiła. Zawsze była punktualna.
Niosąc dziennik i jakieś teczki, już po wejściu na korytarz rzuciła nam „Dzień dobry!”.
Naprawde miłą kobieta, nie miałem jej nic do zarzucenia.
Wchodząc do klasy, mijałem ją w drzwiach. I chyba dobrze przeczuwałem, czując jej zszokowany wzrok na mojej twarzy.
- Edytka, zaczekaj... – powiedziała cicho, delikatnie zatrzymując mnie ręką.
Po jej tonie głosu, już wiedziałem co się święci.
Stałem obok niej w drzwiach, gdy ta zadała pytanie „Możesz mi wyjaśnić co masz na policzku?”.
Była to ostatnia szansa by zawrócić, na tej drodze pełnej kłamstw... ale ja zdecydowałem się ją obrać.
- Takie tam limo... Niech Pani zapyta Szymona – stwierdziłem szorstko, nie chcąc za bardzo jej o tym opowiadać. Niech sama odkrywa kolejne karty. Zająłem miejsce w ławce.
Polski zleciał szybko, jednak nauczycielka nie poruszyła tematu podbitego oka.
Gdy wychodziliśmy z klasy, ona została w Sali z Szymonem. Kątem oka, widziałem jego zdziwioną minę, gdy przez chwilę obserwowałem ich z korytarza przez otwarte drzwi.
On zaprzeczał... a ja triumfalnie się uśmiechałem, idąc na kolejne zajęcia.
Oko już mnie nie bolało, ramię też... Czułem się niepokonany, wiedząc że takim zachowaniem moge osiągnąć wszystko.
Znaczy spaść na dno, o czym dowiedziałem się za późno.

Cześć. Przepraszam was za tak długą nieobecność, mam dla was jednak kolejny rozdział. W tym zaczyna się piekło, którego właściwie sam byłem stwórcą lecz jeszcze wtedy byłem za głupi aby to pojąć. Mam nadzieję, że rozdział was zaciekawi i zostaniecie by dalej czytać to opowiadanie :)

wtorek, 13 września 2016

15. If you are intrested in lies, then go ahead


Opuściłem pomieszczenie, zostawiając Szymona samego.  Poszedłem na lekcję, jednak on sie nie pojawił.
Siadłem jak zawsze z tyłu i miałem wrażenie że moje oko zaczyna puchnieć i wszyscy zwracają na nie uwagę.  Było to dość niekomfortowe. Chowałem głowę najniżej jak mogłem i czekałem tylko na dzwonek.
Gdy tylko lekcja sie skończyła, szybko poszedłem do łazienki. Na szczęście byłem tam przed innymi.
Było ciemno, jednak spotrzegłem w tafli zarys swojej twarzy.
Dotknąłem palcami miejsca, gdzie zostałem uderzony.  Czułem, dotyk, trochę jeszcze pobolewało ale największa fala już przeszła.
Bałem sie wracać do domu, bałem sie wracać na lekcje... Chyba tylko śmierci sie wtedy nie bałem.
Pośpiesznie, udałem się do sali gdzie mamy teraz matematykę.
Usiadłem pod ścianą obok plecaka i narzuciłem kaptur na głowę. Słaba obrona przed światem, ale innej nie mam.
Nie zauważyłem nawet, kiedy nade mną pojawiła sie znajoma pani psycholog.
Usłyszałem głos brunetki i spojrzałem w górę.
Elegancko ubrana, nie tak jak ostatnio, stała nade mną mówiąc „Moge cię prosić do siebie?”.
Wzruszyłem ramionami i wstałem.
- A o co chodzi? – spytałem, idąc za kobietą.
Odpowiedziała mi dopiero, gdy usiedliśmy w jej pokoju.
Ja wyczekiwałem, ona chyba układała sobie w głowie tą rozmowę.
- Doszły mnie słuchy że prześladujesz jednego z uczniów... – powiedziała, bawiąc się długopisem.
Poczułem się, jakby piorun we mnie strzelił. Co to ma znaczyć?
-Jakiego ucznia? Skąd te informacje? – zapytałem spokojnie, choć w środku miałem ochotę wybuchnąć.
- Najpierw sie uspokój.  Chodzi o Szymona, tego z twojej klasy – powiedziała, lustrując moją twarz. Starałem sie udawać opanowanie, jednak coraz bardziej się nakręcałem.
- On to pani powiedział? – spytałem, prawie wybuchając śmiechem.
- No, tak. Że sie na niego uwzięłaś, że go prześladujesz, bijesz... Dzisiaj na przerwie na przykład.
Kobieta zakładała nogę na noge,  ja siedziałem w rozkroku... i byłem jak tykająca bomba kiedy rzucała te oskarżenia.  Nie na nią powinienem być zły, ale tylko ona była w pobliżu.
- Pff... Wie pani co... – westchnąłem stanowczo i wstałem z krzesła. Nigdy nie lubiłem psychologów i nie miałem do nich zaufania.
- Jak interesują panią kłamstwa, to  prosze bardzo – powiedziałem, odwracając sie na pięcie.
- Ja jeszcze nie skończyłam... zaczęła.
- Ale ja skończyłem! – krzyknąłem, trzaskając drzwiami.
Od rana wiedziałem że ten dzień sie źle skończy. A teraz poznałem ciemniejszą stronę Szymona. I dałem sie mu sprowokować bo właśnie szukałem go z zamiarem opierdolenia.
Dzwonek na lekcje zadzwonił. Idąc korytarzem, mijałem uczniów wchodzących do klas i przyśpieszyłem kroku, żeby sie nie spóźnić.
Spotkałem moją klasę, wchodzili właśnie do sali. Szymon, jak zwykle na końcu.
Wykorzystałem to i szybko się do niego zbliżyłem.
- Co ty odpierdalasz? Podobno głupot psycholożce naopowiadałeś!
- Nie psycholożce, wychowawczyni – Przy tym uśmiechnął sie, jednak to nie był miły uśmiech.
- Y... Świnia – Po tym jak wszedł do klasy, ja zrobiłem to samo. Nie zamierzałem z nim gadać ani nawet na niego patrzeć. Wyjaśnie tylko tą sprawe i niech sie wynosi z mojego życia. Od jakiegoś czasu naprawde tego pragne.
Matematyka minęła w ciszy, jak zwykle. Wszyscy bali sie surowego nauczyciela i na jego lekcjach panował stoicki spokój. Jedynym słyszalnym głosem był głos tego łysego faceta.
Nie lubiłem go, był według mnie za mało życiowy i niesympatyczny.
Doczekałem do końca i jako pierwszy wyszedłem z klasy, czując dokładnie że mój polik sie powiększa.
Głupie uczucie, ale nic nie mogłem zrobić. Tylko... właśnie zdałem sobie sprawe że to świadczy na moją niekorzyść.
Mam na sobie ślady bójki... Jeśli sprawa z kłamstwem Szymona sie rozwinie, moge mieć kłopoty.
Starałem sie to odrzucić, ale te myśli wracały.
I co najgorsze, po tej przerwie jest godzina wychowawcza.
Może być ciekawie...
Siedząc na ostatnim wolnym miejscu na ławce, poczułem nagle że to zaczyna mnie przerastać. Szymon, Sebastian...
Ja jestem poszkodowanym, a ten dupek chce ze mnie zrobić oprawce. Nie moge na to pozwolić... Ale nie dzisiaj.
Dzisiaj, musze odpocząć od życia.  Energia, która mnie wypełniała, musiała wyjść.
Gwałtownie zerwałem się z ławki. Dziewczyna siedząca obok patrzyła za mną jak na debila. Patrzyła jak znikam z korytarza i ze szkoły.
Musiałem pożyć troche swoim życiem. Nie dziewczyny czy chłopaka... po prostu swoim.
Nadal chodziłem w zaplutej przez Sebe bluzie. Pod nią mam tylko koszulkę na ramiączkach, a nie lubie w takich chodzić bo uwydatniają moje cycki. Jednak, teraz jest dobry moment.
Mama ma dzisiaj wolne, więc do domu nie moge wrócić. Norbert jest w szkole, z której właśnie uciekłem. Ale potrzebowałem tego świeżego powietrza.
Poszedłem na łąki. Daleko od szkoły, bliżej mojego domu. Na porośnięte trawą obszary, gdzie kiedyś spędzałem całe wakacyjne dnie. Po prostu biegając i wygłupiając sie z Norbertem.
Z łąk wchodzi sie do lasu. Na jego obrzeżach jest taka mała polana, z stolikiem i ławeczką z powalonego drzewa. Nie wiadomo kto to zrobił, ale dobrze mu to wyszło.
Słońce ogrzewało moje ramiona. Gdy tylko wyszedłem z obszarów bardziej zagospodarowanych, zdjąłem zaplutą bluzę i schowałem do oddzielnej komory plecaka niż inne rzeczy.
Dochodziłem do krzaków, w których znajdował się ten zakątek. Było tam ciemniej niż na łące, bo drzewa i ich liście zasłaniały większość słońca które miało tam wpadać.
Wszedłem przez niewielkie krzaki i moje buty zetknęły się z twardą, nie porośniętą niczym ziemią. Miejsce miało swój klimat. Było jak pokoik z ścianami z drzew i krzaków.
Był tam niewielki drewniany stolik i powalone drzewo. Usiadłem na nim, rzucając na ziemie plecak.
Nie myślałem, co będe robił. Stawiałem na „co mi przyjdzie do głowy”.
Najpierw, wyjąłem z plecaka śniadanie i ze smakiem zjadłem kanapkę. Był w niej ogórek, szynka, ser i papryka.
Był to tak naprawdę mój pierwszy posiłek dzisiaj, pewnie dlatego kanapka smakowała tak wyśmienicie.
Następnie, spędziłem kilka godzin na odrabianiu lekcji. Przy dźwiękach natury i czystym, leśnym powietrzu nawet ta żmudna czynność wydawała się czymś wyjątkowym.
Po jakiejś godzinie siedzenia tam, zadzwonił mój telefon.
Spojrzałem na wyświetlacz, wpadając w zdziwienie.
Moja mama nigdy nie dzwoni do mnie, jak jestem w szkole. Chyba że coś sie stało albo coś.
Odebrałem. Następnie, usłyszałem jej zirytowany głos.
- Ja myślałam, że ty w szkole jesteś a tu prosze, telefon od wychowawczyni. Już któryś dzień uciekasz z lekcji a do tego jakaś bójka, o co z tym chodzi? I gdzie ty sie wogóle obracasz?!
Mama mówiłą ciurkiem, a ja nawet gdybym chciał jej przerwać nie wiedziałbym co powiedzieć. Gdy skończyła, zacząłem mówić.
- Z tą bójką to jakaś pomyłka, wyjaśnie to.
- Weź tu już wracaj do domu... Jak masz sie gdzieś włóczyć, a nie być w szkole to wracaj do domu. Pogadamy o tym.
Teraz mama mówiła już spokojniej, lecz nadal była zdenerwowana.
Bałem sie rozmowy która miała nadejść, ale było to nieuniknione. Zacząłem sie pakować. Gdy zabrałem swoje rzeczy, skierowałem się gliniastą drogą, w stronę mojego domu.
Szedłem wzdłuż rowu, zastanawiając sie, co poszło nie tak. Odkąd  ten Szymon sie pojawił, jakoś wszystko spada w dół.
Wiedziałem, jak wygląda teraz moja twarz. I domyślałem się, że mama nie puści tego płazem.
Fioletowa plama zajmowała cały policzek. Mam dość opaloną skórę, także kontrast był niewielki. Jednak, było to widoczne.
Wróciłem do domu. Spotkałem mamę w korytarzu, wychodziła akurat z łazienki.
- Jesteś – westchnęła. Jednak, dopiero po chwili odwróciła się do mnie. Otworzyła usta, jakby tchu jej zabrakło.
- Co to jest?! – Szybko zjawiła się obok mnie, oglądając siniaka. Jednak jej krzyk nie był krzykiem wściekłości. Raczej, jakby była przerażona albo coś takiego.
- Takie tam... limo – odpowiedziałem, wiedząc że to i tak nie wystarczy.
- „Takie limo”. Nigdy sie nie biłaś a teraz wracasz z podbitym okiem. No, Edyta!
- Mama, mam dosyć na dzisiaj – zacząłem odchodzić.
- Ale kto ci to zrobił? – zapytała kobieta. Widać, że troszczy sie o mnie, że jej na mnie zależy.
Sebastian... Lecz zamiast tego w mojej głowie pojawiło się inne imię i plan zemsty.

- Szymon. Zaczepił mnie pod szkołą. I to nie pierwszy raz – rzuciłem po czym zamknąłem sie w swoim pokoju.

Cześć. Przepraszam was za długą nieobecność, jednak... żyje i mam sie dobrze :) No, w tym rozdziale zaczynają sie kłopoty. Tak naprawde to on zaczął, ja tylko skończyłem.  Te dziwne oskarżenia to tylko początek kłopotów których Szymon był sprawcą. Ale... teraz jak jestem doroślejszy, to troche żałuje że dałem sie wkręcić w tą bezsensowną gre. On mną manipulował, prowokował a potem obracał wszystkie moje błędy na swoją korzyść. I to ja byłem wszystkiemu winny... Zawsze tak obracał sytuacje, że to on jest ofiara. A ja winnym... Tak, byłem winnym. Bo dałem sie prowokować i stanowczo nie stawiałem na swoim. Jakby, bałem sie otworzyć usta i mu przeciwstawić. Jemu, i ludziom którzy mnie atakowali przez to piekło którego on był powodem. Ale... smutna sprawa, jednak żałuje swoich słabości w tamtym okresie. Naprawde, bardzo żałuje.

Jeśli chcecie być informowani o nowym rozdziale, zostawcie namiary w zakładce Informowani.
5 kom - next

piątek, 22 lipca 2016

14. Saviour



Doszedłem do domu. Siostra już zaparkowała i pewnie teraz ściąga swoje eleganckie ubranie i zamienia je na dresy.
Nie zwracając uwagi na mamę, przeciąłem salon i znalazłem się u Anki.
Tak, już w luźnych spodniach i tshircie. Rozwiane włosy i zmyty makijaż.
- Co tam? – spytałem, wchodząc.
- A nic... Dzień jak codzień – Dziewczyna lekko sie uśmiechnęła – A u ciebie?
- Dzień jak codzień – powtórzyłem, podchodząc do niej.
- Idziemy na spacer? Jakoś tak połazić mi sie chce.
- Możemy iść, jasne – Stwierdziłem.
Spędziliśmy w lesie godzinę. Odwiedzając znajome zakątki i polany, nabierałem energii. Zawsze na spacerach zapominam o wszystkim. Dobrze zrobiła, że zaproponowała to wyjście.
Rozmawialiśmy, śmialiśmy sie i było przyjemnie. Zła passa dnia dzisiejszego chyba mnie opuściła.
Gdy wróciliśmy, zdecydwałem że jednak pójde jutro do szkoły. Nie wiedząc czego, doszła mnie myśl że swoją nieobecnością pokaże im że jestem tchórzem. A raczej - nie jestem, albo nie chce być.
Odrobiłem lekcję, wziąłem gorącą kąpiel i po krótkim pożegnaniu z siostrą, jak zawsze wieczorem, zasnąłem.
Rno, obudziłem się z tym dziwnym uczuciem w żołądku. Jak wojownik przed walką – Ze strachem w oczach.
Ale coś dawało mi siłe, aby im dokopać. Raz na zawsze – pokazać im że jestem silny i że ich wyzwiska i przemoc to dla mnie nic.
Załatwiłem swoje sprawy w łazience i zacząłem sie ubierać. Jednak, wszystkim tym czynnościom towarzyszyło uczucie że to bez sensu.
Że nie powinienem iść dzisiaj do szkoły. Że tam zginę albo jeszcze bardziej utwierdzę sie w przekonaniu jakim zerem jestem.
Założyłem ciemne spodnie i limonkową bluzę z kapturem. Stojąc przed lustrem, wpatrywałem się w chłopaka z nieokreślonym wyrazem twarzy. Niby pewny siebie, lecz jakoś bojaźliwy...
Moje oczy mówiły tym drugim „Nie jestem tchórzem”. Tylko, żadne z nich w to nie wierzyły.
- Nie dam sie zastraszyć jakimś debilom – powiedziałem na głos, zagryzając wargę. Błądząc wzrokiem po swoim, odbiciu, dostrzegałem elementy.
Jestem niski, chudy, i jestem dziewczyną.
Ale to nie odbiera mi prawa bycia człowiekiem.
Szybko zgarnąłem plecak i nie żegnając sie z nikim, wyszedłem na autobus. Jak mama wstanie, pewnie będzie zdziwiona że sie nie pożegnałem. Ale, dzisiaj nie to mi w głowie.
Nabuzowamy, zająłem miejsce w pełnym uczniów jadących do szkoły pojeździe. Zapewne bardziej niż zwykle zwracałem na siebie uwagę. Naburmuszony i gotowy zabijać wzrokiem, oto ja w stanie wkurwienia.
Włączyłem muzykę i odgrodziłem od siebie murem ciekawskie spojrzenia pasażerów.
Wysiadłem szybko, po kilku minutach jazdy.
Przedarłem się przez tłum na podwórku, z sercem na ramieniu idąc do szatni. Nie wiem, czego bałem sie wtedy bardziej. Słów czy czynów, wyzwisk czy ciosów?
Gdy zjawiłem sie obok szatni, nie wszedłem od razu. Najpierw sprawdziłem wzrokiem, czy pomieszczenie jest puste. 
Nie było żywego ducha, wokół też nie zauważyłem nikogo.
Nie czekając aż ktoś niespodziewanie sie zjawi, zmieniłem obuwie i wbiegłem schodami na górę.
Korytarz był opustoszały, pewnie dlatego że do lekcji jeszcze troche czasu. Nie wiem czemu właściwie zjawiłem sie tu wcześniej.
Wyszedłem zza rogu i gdy odszedłem kawałek, usłyszałem za sobą śmiechy.
Zaintereoswany, odwróciłem głowę.
Sebastian, Grzesiek i Kamil – Szli za mną chyba już jakiś czas a ja ich nie widziałem...
Zignorowałem ich, chcąc pozostać niewzruszonym i udawać jak bardzo mam ich gdzieś.
Szedłem dalej, słysząc za sobą  „Siema Edzia” „Co tam?”.
Tak, tylko że nigdy tak do mnie nie mówią.
- Nie chce mi sie z wami gadać – Rzuciłem na odczepne, idąc dalej nieprzerwanie.
Spodziewałem sie zaczepki. Jednak, to co potem sie stało przerosło moje wszelkie oczekiwania.
Zaskoczyli mnie. Wszyscy trzej zaczęli mnie szarpać, ja starałem sie wyrywać. Klnąc coś pod nosem, zawędrowaliśmy tak do jednej z otwartych klas.
- Kurwa, możecie mnie puścić?! – krzyczałem, wiedząc jak głupio brzmi to pytanie.
Zostałem pchnięty na podłogę. Upadłem na tyłek i podniosłem sie prawie od razu.
Lęk chciał przejąć kontrolę, ale nie pozwoliłem mu. Sparaliżowałby całego mnie i pozwolił na moją śmierć.
Musiałem działać, ci trzej zagrodzili mi drogę do drzwi. Stali tam tylko i sie głupio śmiali, jednak nie przeszedłbym.
Gdy zajęci byli swoją głupotą, podbiegłem szybko do jednego z okien w sali. Jest na parterze, także sprawa mogłaby być prosta.
Biegnąć, jednak znów zostałem popchnięty. Tym razem jednak, zachaczyłem ramieniem o ławkę, upadając na krzesło.
Odetchnąłem kilka razy, zanim odwróciłem wzrok od siedzenia i podłogi. Sebastian z Kamilem, stali nade mną  i uśmiechali sie wrednie.
Zachowałem cisze, dając im spojrzeniem do zrozumienia że mam dosyć.
Znowu sie poddałem, znowu zawiodłem samego siebie. Ale chyba naprawde nie mam wewnętrznej woli walki tylko jej pozory i pragnienie.
Siedziałem cicho, dopóki jeden z nich sie nie odezwał.
- Ile masz dzisiaj kasy, cioto? – Był to głos Sebastiana.
- Gówno, dla ciebie – odpowiedziałem słabo. Nie wziąłem dzisiaj pieniędzy, wyczuwając tą fatalną sytuację.
- Nie pierdol, kurwa! – Nachylił się nade mną. Nie spodziewałem że aż tak daleko sie posunie, a jednak zrobił to.
Uderzył mnie pięścią w twarz. Zamknąłem oczy, czując uderzenie na policzku. Mroczki w głowie pojawiły się, a ja opadłem całkiem na podłoge.
Czułem chwilowe pulsowanie. Otworzyłem zmrużone oko, on dalej tam stał.
Czułem że łzawie, jednak te łzy nie spadną. Już nigdy nie spadną, nie będe płakał...
- Jesteś żałosna, naprawde... – mruknął chłopak i splunął na mnie. Trafił w ubranie, dając mi uczucie obrzydzenia.
- Seba, kurwa, weź sie odczep! – wydarłem sie. Nie błagałem olitość, chociaż mózg podpowiadał mi że to robie.
- Bo co? – zaśmiał sie triumfalnie – Pobijesz mnie? Zaatakujesz? A może wychowawczyni powiesz?
Jego kumple uśmiechali się, ja tylko słuchałem szukając w głowie odpowiedniej pyskówki. Nie za mocnej, nie za słabej...
- Bo powiem wszystkim o twoim ojcu – Rzuciłem stanowczo.
Sebastian zastygł, odwrócony do mnie plecami.
Zdążyłem podnieść się, ignorując ból na twarzy.
- Co niby powiesz? – parsknął, pozornie pewny. Jednak, wyczułem że trafiłem w czuły punkt. Sprawiał wrażenie jakby chciał kontrolować sytuacje, ale teraz to ja miałem przewagę.
- Może fakt że ma kilka dup na boku cie nie obchodzi, ale innych może obejdzie – mruczałem spokojnie, patrząc w jego ciemne ze złości oczy. Pierwszy raz od dawna czułem że to ja jestem górą. Oberwałem, ale teraz unoszę sie z popiołów.
- Nie bądź taka mądra, suko! – Zdecydowanie popchnął mnie na ławkę,  a ja widziałem jak kumple do niego dołączają.
Myślałem, że teraz naprawde tam zginę. Ale pewien krzyk wytrącił nas wszystkich z równowagi „ Co wy tu robicie?!”
Moi oprawcy obejrzeli się, trzymając mniekurczowo. Kątem oka, zobaczyłem chłopaka którego miałem unikać.
Szymon stał w drzwiach, jednak widziałem jak szyko zbliżał się do nas.
- Ty też chcesz dostać? – Sebastian nagle odskoczył i rzucił się na bruneta.
Kamil i Grzesiek trzymali mnie, przyglądając sie przepychance. Byli skupieni na nich dwóch, więc ja zręcznie sie wyrwałem. Gdy tylko próbowali sie do mnie dorwać, wykorzystałem moment i walnął Grześka z łokcia w brzuch. Wysoki okularnik zgiął się, a ja odepchnąłem do siebie Kamila. Ten był niewiele wyższy ode mnie także był mniejszym problemem.
Szymon odepchnął Sebastiana, ten stanął i wgapiał w nas wściekłe oczy.
- Doigracie sie kiedyś, szmaty! – rzucił, plując na podłoge. Pociągnął za sobą swoich kumpli i w końcu, zostałem sam. No... prawie.
Westchnąłem, czując nagle że adrenalina przestała działać a nogi odmawiają posłuszeństwa. Wiedziałem że oko mi napuchnie i będzie fioletowe, choć znałem to tylko z filmów.
Nie chcąc zemdleć, usiadłem pod ścianą. Mój wybawca cały czas obserwował moje ruchy.
- Wszystko w porządku? Żyjesz? – Podszedł, gdy opadłem na tyłek, przylegając do zimnego betonu.
- Nie, jest zajebiście – powiedziałem wkurzony.
- Sory, o nic nie pytam – Chłopak rzucił zirytowany i odsunął sie.
Chwilę milczeliśmy, ignorując fakt że jest już po dzwonku.
- Pomóc ci wstać czy dasz rade? – zapytał.
- Dam rade, zostaw mnie – powiedziałem cicho, mając gowę schowaną w kolanach.
- Może byś tak sie odwdzięczyła... W końcu cie uratowałem... – marmolił pod nosem, podnosząc mi tym samym ciśnienie.
- Tak, dziękuje ci. Ale jesteś ostatnią osobą której potrzebuje w moim życiu! – krzyknąłem. Moja twarz była czerwona ze złości i płaczu, a oczy wpatrywały się w zaskoczonego chłopaka.
Mam wokół siebie pewien mur. On go kiedyś przekroczył,a  teraz chce zrobić to ponownie. Ale nie moge dopuścić go za blisko, bo wtedy zatracam siebie. I to jest paradoks moich problemów.

Chyba to właśnie ja jestem największym.

Siema, cześć wam. Tak, rozdział nieco smutny, ale naprawde tak bylo. Przechodziłem przez to piekło całe gimnazjum i nie chciałbym teraz tego pamiętać. Ale niestety, przeszłość to przeszłość - Nie wymażesz jej. To co zrobiłem potem, też woła o pomstę do nieba i sam przed sobą już sie z tego rozliczyłem, ale... dojdziemy do tego.
Jeśli chcecie być informowani o nowy rozdziałe, zostawcie emiale w zakładce Informowani.
5 kom - next

sobota, 16 lipca 2016

Liebster Award



Cześć. Zostałem nominowany do Liebster Award przez http://mojezycioweopowiadania.blogspot.com/.
Nominuję jednego bloga, jest to http://saviorbvb.blogspot.com/ . Pytania podam pod swoimi odpowiedziami ;)




1. Jak się czułeś/aś zakładając bloga?

Szczerze, nie pamiętam. Dawno temu zacząłem swoją przygodę z blogowaniem.
2. Jak się czułeś dodając pierwszy post, a jak dodając najnowszy?

Hmm... Przy pierwszym miałem nadzieję na rozpowszechnienie się bloga. Przy najnowszym, powoli ją trace :)
3. Jesteś Optymistą czy Pesymistą?

Optymistą, zdecydowanie.
4. Co sądzisz o moim blogu?

Jest ciekawy. Nie w moim stylu, ale ciekawy :)
5. W jakim celu założyłeś bloga?

Żeby dziellić się z ludźmi swoimi opowiadaniami
6. Czy zgadzasz się z tym cytatem?

Jak najbardziej ;p
7. Kiedy założyłeś pierwszego Bloga?

Dawno temu. Jak miałem 15 lat, mam 21
8. Czy zgadzasz się z tym, że blog jest dla bloggera jak dziecko?

Tak. Dbasz o niego jak o potomka :)
9. Jakim jesteś człowiekiem?

Na to pytanie można odpowiedzieć na wiele sposobów.

Odpowiem po protu:uczicwym,dobrym,szczęśliwym.
10. Ile masz blogów i z iloma współpracujesz?

Mam trzy blogi, współpracuje z jednym
11. Jakich blogów nie lubisz?

Pisanych na siłe i przez osoby bez wyczucia i talentu. Takie "dla fejmu" i "o,nudzi mi sie. Założe bloga"




Pytania dla Saviour
1. Kto jest twoim idolem i wzorem do naśladowania?
2. Jakiej muzyki słuchasz?
3. Podaj jedną swoją cechę.
4. Co cię skłoniło do pisania bloga?
5. Co sądzisz o dzisiejszej modzie i stylach ubierania się?
6. Czy chciałabyś wrócić do czasów bez technologii i zjebanych ludzi?
7. Co sądzisz o ludziach wyróżniających się typu, emo,metal,goth?
8. Jakie jest twoje najlepsze wspomnienie ze szkoły?
9. Umiesz grać na jakimś instrumencie?
10. Jakie jest twoje największe marzenie?
11. Jaki masz styl ubierania się?

wtorek, 5 lipca 2016

13. It sounded like he wants to keep me close


Posiedziałem tam jeszcze kilka chwile. Chyba nawet sie zdrzemnąłem gdyż kilka chwil minęło zdecydowanie za szybko.
- Spać w opuszczonym domu, też mi pomysł – Drwiłem sam z siebie, wychodząc tą samą drogą którą sie tu dostałem.
Było wpół do 3 kiedy wchodziłem na swoje podwórko. Mama była w kuchni, widziałem ją  przez okno choć w szybie odbijało sie słońce.
Zanim wszedłem do domu, już wiedziała że idę. Gdy byłem w korytarzu,  od razu spytała „Co tak wcześnie?”
- Lekcje sie urwały – rzuciłem, przeciskając się obok niej do swojego pokoju.
Nie była zła czy coś. Uwierzyła.
Wróciła do obierania ziemniaków, jednak gdy zdejmowałem buty dobiegł mnie jej głos „A gdzie masz czapkę?”.
Milczałem chwilę, po tym czasie powiedziałem że zgubiłem.
 Nie byłem w nastroju do rozmów. Miałem zamiar zamknąć sie w pokoju, odciąć od wszystkiego i w spokoju odrobić lekcję. Nawet nie wiem czy pójdę jutro do szkoły, ale nic lepszego nie mam do roboty.
Zrobiłem tak. Zamykając drzwi, obudziłem jednak wszystkie przeklęte głosy w mojej głowie. Te same, które spychały mnie na dno w najgorszych chwilach.
Chodziłem chwilę po pokoju, zastanawiając się, co właściwie robić. W samotności, wszystko wydaje sie prostsze. Jednak, jakoś nie mogłem się pozbierać.
Ostatnie wydarzenia mnie blokowały. Psychicznie i  fizycznie.
Wszystkie mądrości życiowe, które miałem w głowie, w takich momentach przestawały być na cokolwiek przydatne. Byłem więźniem samego siebie.
Jednak, wszystko co mnie blokowało pochodziło ze świata zewnętrznego, skutecznie zmieniającmoje myślenie na moją niekorzyść.
Padłem po prostu na łóżko, które ugięło sie pod moim ciężarem. Ukryłem twarz w dłoniach i wtopiłem w poduszkę.
Szlochałem, nie mogąc się  kontrolować. Każdy ma swoje demony, ja właśnie je uwolniłem.
Dobrze, że mama była zajęta. Naprawde, nie chciałem jej obarczać swoimi problemamy. Ma swoje, i to do tego większe.
Zawsze, jak widziała że płacze pytała o co chodzi, próbowała pocieszyć. Jednak, ja czasem jej na to nie pozwlałem. Nie mówiłem jej prawdy albo co najgorsza, całkowicie ją olewałem.
Jestem kawałkiem drania, który nie radzi sobie sam ze sobą.
Powoli odganiałem napięcie od siebie. Rozluźniałem mięśnie, hamowałem  łzy których jeszcze nie wypłakałem. Moje poliki były wilgotne i napuchnięte. I było to uczucie które dobrze znam.
Pociągnąłem nosem, ostani raz. Uniosłem się na .lokciem i mimowolnie zerknąłem za okno.
Było widno, można jeszcze dzisiaj zrobić coś ciekawego...
Mogłem na przykład pójść do Norberta...
Kiedy nie masz co zrobić ze swoim życiem, poszukaj znaku który popchnie cię do przodu.
Tym znakiem było słońce które wyrywało mnie z mojej jaskini.
Szybko wyszedłem, przelotnie informując mamie gdzie spędzam wieczór.
- Tylko sie nie zasiedź. Lekcje jeszcze musisz odrobić! – Usłyszałem, otwierając furtkę.
- Nie musze, wiesz gdzie mam szkołe? – pomyślałem, znikając z podwórka.
Tak naprawde, jedna część mnie kazała udawać bohatera i iść jutro do szkoły a druga robiła ze mnie tchórza i bojaźliwego dupka.
Nie wiedziałem co zrobie. Czas na decyzję jeszcze przyjdzie.
5 minut potem, spostrzegłem Norberta na jego podwórku. Bawił sie piłką, robiąc żonglerkę.
- Ronaldo, nie popisuj się! – krzyknąłem z uśmiechem, by zwrócić jego uwagę.
Chłopak odwzajemnił uśmiech, ucieszony moją wizytą.
Przestał grać i zaprosił mnię do domu.
W małej, dosyć staroświecko urządzonej kuchni kręciłą się jego mama. Koleżanka moja i mojej siostry, znam tą dziewczynę od zawsze.
- Cześć – powiedziałem, widząc ją przy kuchence. Zapachniało obiadem gdy tylko przekroczyłem próg. Jakby schabowy się tam piekł...
- O, cześć – Krótko obcięta brunetką odwróciła się. Jak zawsze obdarowała mnie uśmiechem. Byłem mile widziany w ich domu.
- Już po pracy? – spytałem.
- Tak, widać. Jeszcze po małą musze do szkoły pojechać, ale to zaraz... Zjesz?
- Tak, poproszę – Zgodziłem się, zajmując jeden ze stołków przy stole. Drugi zajął Norbert, uprzednio wyjmując dwa talerze.
Dziewczyna nałożyła nam po kotlecie i kilka młodych ziemniaków. Do tego surówka i kompot z truskawek.
- To ja jade, wy sobie poradzicie? – Zapytała, jednak bardziej stwierdzając. Były sytuacje że gdy zostawiałą nas samych, musiała potem krzyczeć na Norberta. Że mnie nie upilnował, albo ja jego. Bałagan to mało powiedziane, co tu zastawała.
- Tak, damy rade – Zabrałem głos, będac starszym. I pozornie bardziej ogarniętym.
Gdy wyszła, zamierzałem w końcu się przed kimś wygadać. Potrzebowałem wsparcia, a ten dzieciak tutaj to mój jedyny przyjaciel.
- Wiesz jaki miałem dzisiaj dzień? – powieziałem a mój ton głosu sugerował że tonie będzie fajna historia.
- Jaki? – spytał chłopiec.
- Ci debile znowu mnie pobili. A ten kretyn Szymon, jakby mnie szantażował. Ogólnie... masakra – Zakończyłem zdanie uśmieszkiem, by sytuacja nie była aż tak poważna.
- O co szantażował? – dopytywał między kęsami jedzenia.
Ja grzebałem w talerzu, nie wiedząc dokładnie czy chce mi sie jeść.
- Nie wiem... Zabrzmiało to tak jakby chciał mnie zatrzymać przy sobie. Że mnie lubi, ale w jakiś sposób którego nie rozumiem... – Zastanawiałem się, zachodząc coraz głębiej w swoją głowę. Nie rozumiałem zachowania ani intencji tego człowieka.
Najchętniej, wymazałbym z pamięci kilka ostatnich dni. Nie chce tego dziwnego gościa w moim życiu. Ale... zazdroszczę mu tej umiejętności manipulowania ludźmi.
- Pogadaj z nim po prostu.
- Nie moge, nie wiem czy wogóle pójde jutro do szkoły.
- Weź, Edyta... Głupoty pierdzielisz – Po tych słowach nastała cisza. On jadł, ja dopiero zaczynałem. Doszedłem do wniosku że jedzenie nie może sie zmarnować.
Tak, pierdziele. Ale to życie mnie do tego zmusza.
Gdy wymęczyłem obiad, zaczęliśmy się zastanawiać co robić. Była 16, dzień jeszcze młody.
- Rowery? – zaproponował.
- Dawaj – powiedziałem. Opuściliśmy dom i skierowaliśmy sę do garażu.
Norbert wziął swojego bmxa.
Wskoczyłem na pegi. Jednak, śmiać mi się chciało bo czułem że jestem dla niego ciężarem a jednak nie każe mi zejść.
Wiózł mnie nierówno, zatrzymując sie miejscami. Wyjechaliśmy z podwórka. Zmierzaliśmy do ulicy, na przystanek.
Był pusty. Metalowa buda stała opustoszała i zdezelowana, jak zawsze. Niebieska farba odpryskuje w wielu miejscach, ale ten przystanek jest wiekowy. Jeszcze Anka tutaj przychodziłą ze znajomymi w czasach liceum.
Norbert oparł rower i usiadł na ławce. Ja usadowiłem się obok niego.
Zaczął mi opowiadać, na jak głupi pomysł wpadł ostatnio jego kumpel.Słuchałem historii o odpalaniu petard na środku szkolnego korytarza, jednak niezainteresowany.
- Nie wpadłbym na coś takiego – Rzuciłem od niechcenia, skupiając wzrok na ulicy.
Niebieska Corsa, właśnie wjeżdżała w naszą drogę.
- Idziesz? – spytał kumpel. Znał samochód mojej siostry.
- Chyba tak... – mruknąłem, wstając.
- To tam nie daj sie im. Nieważne co ci zrobią, odpłać tym samym – powiedział, z śmiechem dodając mi otuchy.

Zaśmiałem się, znikając w leśnej drodze.

Cześć. Przepraszam za chwilową nieobecność, jednak wracam z rozdziałem. Mam nadzieje że jeszcze o mnie pamiętacie xD
Opowiadajcie jak tam wakacje. Moje są spoko, chociaż wakacjami bym tego nie nazwał. Od dawna siedze w domu :)
Jeśli chcecie być informowani o każdym nowym rozdziale, zostawcie namiary w zakładce Informowani.
5 kom - next

piątek, 17 czerwca 2016

12.Some secrets are better left undiscovered





W takiej sytuacji, postanowiłem spędzić w tym pomieszczeniu najbliższe minuty.
Leżałem na podłodze i starałem sie zregenerować. Odpędzić ból w okolicach żeber i zawroty głowy.
Myślałem że zasypiam, wyłączyłem wszystkie zmysły.
Poderwał mnie dopiero dzwonek.
Dylemat – Wracać na lekcje czy chować sie w tym pierdolniku?
Seba powiedział że jeszcze ze mną nie skończył, jednak w klasie raczej mnie nie tknie.
Powoli i z dużym wysiłkiem, wstałem.
Lekko otworzyłem drzwi i spojrzałem, korytarz był pusty. Z zasięgu mojego wzroku znikała właśnie grupka spóźnialskich uczniów, dzieciaków z podstawówki.
 Dobra, droga wolna. Wyszedłem i podążyłem  korytarzem. Akurat na jego końcu mam teraz lekcje, potem następną piętro wyżej.
Najwyraźniej lekcja była zajmująca, gdyż nikt nie zauważył mojego pojawienia sie w klasie. Wszyscy skupiali sie na wykładzie nauczycielki, która też nie usłyszała jak wchodzę do klasy. Albo usłyszała i nic nie powiedziała.
Zaszyłem się w ostatniej ławce i postanowiłem dalej nie zwracać na siebie uwagi.
Niefortunnie, spostrzegłęm Szymona siedzącego przede mną. Zauważyłem go właśnie gdy sie do mnie odwrócił.
 - Gdzie ty tak znikasz? – zapytał, jakbym wcześniej nie dał mu do zrozumienia że ma sie wynosić z mojego życia.
- Mam swoje powody, odwróć sie – Powiedziałem, naiwnie wierząc że spełni moją prośbe.
- Bo jestem nieistotny? Znowu nie chcesz ze mną gadać bo masz w dupie chłopaka który ci pomógł...
Szantażysta...
To słowo idealnie go opisuje.
Nie spodziewwałem sie tego, ale po tych słowach sie odwrócił i znów uważnie słuchał jak kobieta z przodu tłumaczyła odmianę jakiegoś czasownika. Hiszpański, dopiero ogarnąłem co to wogóle za lekcja.
Szybko wymazałem z pamięci ten głupi dialog. Jednak, jakieś fragmenty zostały. „Chłopaka który ci pomógł...” Tylko gdzie ten chłopak był jakieś 15 minut temu?
Po skończonej lekcji, w mojej głowie pojawiło sie przeczucie że po lekcjach chłopaki mogą zechcieć dokończyć co zaczęli. Jak tylko wyjdę ze szkoły zaciągną mnie w jakieś krzaki i stłuką na kwaśne jabłko.
  Szedłem na angielski, kiedy pod wpływem impulsu odwróciłem się i ruszyłem w drugą stronę. Na końcu korytarza są schody do szatni.
Szybko, nie myśląc co robie włożyłem buty i wybiegłem z szatni. Będąc w hollu, zignorowałem spojrzenia innych.  Zniknąłem z budynku z nadzieją że to koniec kłopotów na dziś.

Idąc pustym chodnikiem, poruszyłem  jedną z moich wewnętrznych rozterek. W domu wszyscy uważają mnie za szczęśliwą i pogodną osobe, za normalną nastolatke bez problemów. W szkole, za freaka, samotnika i dziwną dziewczyne co wygląda jak chłopak? I gdzie tu jakiś wspólny mianownik, czy coś...
 Tak, kiedy jestem w domu, nikomu sie nie zwierzam czy coś. Mam swoje demony, swoje problemy i nie widze powodu żeby sie z kimś nimi dzielić. To by mogło tylko pogorszyć sytuacje.
Zwiększyłem głośność w słuchawkach icałkowicie odciąłem sie od świata i myśli które chciały znów poróżnić mnie z samym sobą. Stawiałem kroki, jednak moja dusza była gdzieś daleko, napewno nie w moim ciele.
Moja dusza była w jakiejść szkole, z szafkami na korytarzu. Ja byłem normalnym chłopakiem, otoczonym przez kilku kumpli. Śmialiśmy sie w głos, rozmawiając w najlepsze całą przerwę.
- Nie przeszkadzam? – mój śmiech przerwał kobiecy głos.
Odwróciłem się, jakbym w zwolnionym tempie i spojrzałem, stałą przede mną dziewczyna. Miała długie brązowe włosy, pełne usta i promienną twarz. Chuda, ubrana w szorty i patrząca dużymi oczami na mnie.
- Nie, skąd... – Uśmiechnąłem sie lekko, na co ona zbliżyła się do mnie. Przytuliła swoje ciało do mojego i pocałowała moje usta.
Zamknąłem oczy,zatapiając sie jeszcze bardziej.
Zawsze musi trafić sie jakiś bodziec który w takich momentach przywraca nas do rzeczywistości. Ja, idąc chodnikiem nigdy nie zwracałem uwagi na wystające płytki.
Teraz, gdy zaczepiłem nogą o jedną z takich, nie zamyśliłem się więcej podczas tego spaceru.
Spaceru, gdyż nie zamierzałem wrócić do domu. Nie chciałem słuchać pytań „Gdzie masz czapke?” ani „Stało sie coś?”. Myśle że sie zmieniłem odkąd rano wyszedłem z domu, moja twarz jest bardziej napięta i wyraża się „Bez kija nie podchodź, gryzę”.
Tak, miałem ochotę rozwalić świt wokół mnie i zostawić tylko siebie. Jestem jedyną osobą z którą sam sie dogaduje.
Postanowiłem że skoro nie mam nic do roboty, to zrealizuje małe marzonko.
Idąc do mojego domu, zawsze mijam opuszczoną chate. Duży budynek, obdrapane ściany, kilka okien wybitych. Dach pewnie też nie jest cały a różowy tynk został tylko w kilku miejscach. W środku pewnie wali grzybem i wilgocią. W sumie, nie pamiętam kiedy ktoś ostatnio odwiedzał tą działkę.
Przeszedłem przez siatkę i poczułem że sie realizuje. Że żyje. Od jakiegoś czasu coś ciągnęło mnie do tego domu i w końcumoge spełnić to marzenie.  Ha... jeśli nie możesz  spełnić większych marzeń...
- To spełniaj te malutkie – pomyślałem, łapiąc za metalowy pręt który znalazłem na trawie. Była uschnięta a z płotu wokoł malutkiego ogródka zostało tylko próchno.
Co ciekawe, drzwi były zamknięte. Spodziewałem się że ustąpią, jednak musiałem wybrać drogę oknem.
Wybiłem je, stukając delikatnie i podważając szybę przez małą dziurę w szkle. Gdybym walnął z całej siły, ktoś mógłby sie zainteresować tymi hałasami. 
Otwór znajdował się dość wysoko i był niewielki. Było to zapewno okno w korytarzu, prowadzącym do resztek kuchni gdyż zobaczyłem tam piec kaflowy.
Podciągnąłem sie i doslownie wleciałem do środka. Napięcie obolałych mięśni, powodowało ból którego miałem dość na dzisiaj. Na domiar złego, upadłem na zimną, betonowa posadzkę plecami.
Siedząc, pomasowałem chwilę kręgosłup który na szczęście ciągle tam był i bolał jak cholera. Wstałem powoli, łapiąc oddech.
Wilgoć, wszechobecna wilgoć. Ten malutki korytarzyk to jeden wielki grzyb!
Wszedłem do kuchni, jak podejrzewałem był tu piec kaflowy. Na podłodze została wykładzina imitująca drewno. Pod oknem stał kiedyś-biały stół, krzeseł ni śladu. Szafki były, i to nawet zapełnione.
Otworzyłem stare meble i znalazłem kilka pudełek, jakieś przeterminowane zupki chińskie, przyprawy, puszki z żarciem...
 To wyglądało tak jakby ktoś tu niedawno był. Ta chata za długo stoi pusta, a data na opakowaniach to trzy lata wstecz!
Zaciekawiło mnie to, nigdy tu nikogo nie widziałem.
W kuchni panował specyficzny zapach, nie była to wilgoć, jednak coś wprawiało mnie w dziwny nastrój.
Znajdowały się tam dwie pary drzwi. Jedna, prowadziły na klatkę schodową. Drugie zamierzałem właśnie otworzyć.
Usiłowałem, ale były zamknięte. Nie naciskałem, są tajemnice które warto zostawić nieodkryte.
Obok schodów, znajdował sie salon. Przynajmniej kiedyś był.
Stojąc w dużym pokoju, dotarło do mnie że zawsze olewałem ten dom i śmiałem sie jak można zostawić taki duży budynek na pastwe losu. Teraz, stojąc w środku, czuje że poznałem tajemnice, na które większość mieszkańców ma wyjebane.
 Zacząłem sie zastanawiać, ilu ludzi przede mną tu było. I co sie stało z właścicielem tej posesji.
W pokoju , przy ścianach stały dwie całkiem dobrze zachowane kanapy. Mokre i brudne, jednak dało sie na nich usiąść.
Za oknem świeciło słońce, jednak ja wolałem zaszyć się tutaj, gdzie nikt nie pomyślałby mnie szukać. Wszyscy myślą że jestem w szkole. Właśnie uciekłem z tego piekła i nie mam ochoty wracać.
Już  nigdy tam nie wrócić. Nie jestem kolekcjonerem ran, siniaków i bolesnych wspomnień. Pragne normalnego życia i ludzi, a nie potworów wokół.

Zamyślony, siedziałem tam otoczony pustką. I to nie tylko tam, ta pustka wokół mnie jest wieczna. Od zawsze tam była i jeśli nie wzejdzie słońce, czuje że ta ciemność mnie pochłonie. Do końca, nie pozostawiając ani skrawka duszy. 

Cześć wam. Dzisiaj wstawiam takie rozdział refleksyjny. Tamtego dnia, wracając ze szkoły miałem taki nastrój dlatego przywołałem w opowiadaniu ten kllimat. A ten dom, nadal stoi gdzie stał. Wszyscy zawsze myśleli że sam sie zawali, a dalej stoi chociaż mineło sporo czasu :)

5 kom - next
Jeśli chcecie być informowani o nowych rozdziałach, zostawcie namiary w zakładce Informowani.