środa, 25 maja 2016

6. I can't stay away



 Zasypiając, myślałem o nim intensywnie. Jakby nagle całe moje spojrzenie na świat sie zmieniło. Zobaczyłem światełko które, jak myślałem, pomoże mi wyjść z mroku własnych ograniczeń i słabości.
Wstałem rano w świetnym humorze. Gdy wychodziłem z pokoju, mama w kuchni piła herbatę i przegryzała pączka do niej.
Od razu zauważyła ekscytacje w moim zachowaniu i radość malującą sie na mojej twarzy.
Zdziwiona, zapytała „Jakaś zmiana nastroju?”. Cieszyło ją to gdyż zawsze widzi mnie ze spuszczoną głową i obojętnością na wszystko.
- Diametralna – powiedziałem, znikając w łazience.
Jednak, gdy już zostałem sam, moje myśli przejeły kontrole.
Powiedziałem sobie że nigdy sie nie zakocham. A już zwłaszcza nie w chłopaku. Odzywały sie resztki dziewczyny we mnie.
- Nie, kurwa, tak być nie może... – jęczałem, splatając ręce na karku. Czułęm sie skrzywdzony i bezsilny.
Nie moge z tym walczyć, skoro to uczucie daje mi taką radość. Emocje, których nigdy wcześniej nie czułem.
Ale jednocześnie, nie chce stać sie normalną dziewczyną. A zakochanie w nim tylko do tego prowadzi.
Oparłem się o umywalkę, zapominając po co tu przyszedłem i że mam zaraz iść na wycieczke, aby sie z nim zobaczyć.
- Długo jeszcze będziesz tam siedzieć? – spytała mama.
Zdecydowałem, niech świat zadecyduje za mnie.
- Już wychodzę – powiedziałem i wykonałem na szybko wszystkie poranne czynności.
Szybko wróciłem do swojego pokoju, mijając mamę aby nie zobaczyła że radość znikła a zastąpił ją grymas.
Ubrałem się w ciemnogranatowe rurki, trampki i czarną koszulkę z długim rękawem. Pogoda była wiosenna, nie letnia jak powinno być.
-Bawe sie dobrze – usłyszałem wychodząc.
Rzuciłem mamie uśmiech, jednak czułem że nie był szczery. Niech myśli że wszystko jest w porządku.
Wyszedłem i popędziłem żużlówką na przystanek.
Spotkałem tam koleżankę z klasy, mieszka niedaleko. Jednak jest fałszywą dziewczyną, jak każdy z mojego otoczenia.
- Widziałam że sie do Szymona przyssałaś – powiedziała uśmiechając sie. Ale ja czułem że chce to wiedzieć tylko po to żeby sie pośmiać.
- Fajny chłopak z niego, to wszystko – odparłem, wkładając słuchawki do uszu. Dałem jej tym znak że rozmowa z nią nie jest w moich planach.
Zacząłem słuchać muzyki, jednak wszystkie piosenki o miłości wprawiały mnie w dziwny stan i przed oczami znów widziałem mnie i jego, idących razem za ręce.
Nie mogłem pozbyć sie tych obrazów. A wprawiały mnie w zakłopotanie i bójkę z własną naturą. Przecież nadal jestem dziewczyną.
Którą nie chce być ale jak widać los ma inne plany wobec mnie. Najpierw pakuje mnie w piekło prześladowania w szkole, a teraz daje mi szanse której nie mogę wziąść.
Nie moge zatracić siebie dla jakiegoś pieprzonego chłopaka!
„Let’s just be friends” pomyślałem.
Wysiadam z autobusu i zgrabnie przenikam między uczniami, nie chcąc być zauważonym gdy wchodzę do szkoły.
Niestety, cała moja klasa już czeka w holu na wychowawczynię. Nauczycielka polskiego, jak zwykle sie spóźnia, nawet na wycieczkę.
Wszyscy są zaopatrzeni w plecaki i bluzy z kapturmi gdyż wyczuli że po południu może padać. Ja, zapomniałem o tym fakcie.
- Chyba nie zmarzne – pomyślałem.
Oparłem się o ścianę, zabawiając sie komórką. Wogóle nie interesował mnie fakt że Szymona nie ma w pobliżu. Czułem że gdy tylko sie pojawi, moje ciało znów zacznie wariować.
Mijały minuty, wychowawczyni sie zjawiła. Blondynka rozpoczęła rozmowę z resztą, ja dalej stałem na swoim miejscu z nosem w telefonie.
- Dzwonili rodzice Szymona że wszystko już gotowe więc możemy ruszać – powiedziała, ogacona w beżowy płaszcz kobieta i poprowadziła nas ku wejściu.
- Rodzice Szymona, co oni mają z tym wspólnego? – zapytałem przypadkowego chłopaka z klasy.
- No, oni organizują ten piknik – Ten śmiał sie ze mnie, że nic nie wiedziałem.
- Nie bój sie, spotkasz go – zaśmiała sie reszta. Mi zrobiło sie głupio i wyprzedziłem ich, pchając sie na początek grupy.
Wsiedliśmy do autobusu, ja zająłem miejsce na uboczu.
- Czyli jednak dzisiaj sie go nie pozbęde – myślałem, nie chcą dzisiaj widzieć Szymona na oczy. Czułem że dwie części mnie prowadzą se sobą walkę którą ten chłopak rozpoczął.
Autobus jechał wolno, po jakichś 40 minutach zatrzymując sie obok parku, na przystanku.
Wysiedliśmy i prowadzeni przez nauczycielkę, brnęliśmy wgłąb zielonych trawników i drzew.
Alejki wyłożone były kostką brukową. Gdzieniegdzie postawiono ławki i śmietniki a w oddali znajdował się zalew. Park był jedynym jakby ośrodkiem wypoczynkowym w naszym mieście.  Dalej, w bardziej zabudowanej części były smażalnie ryb, budki z lodami i place zabaw.
Zacisnąłem palce, zdając sobie sprawe że to on stoi obok altanki do której właśnie sie zbliżyliśmy. W środku było miejsce na ognisko i ławeczki.
Chłopak opierał się o kolumnę, ubrany w zieloną kurtkę i spodnie moro. Na głowie miał kaszkiet a twarz zdobiły okulary.
Unikałem jego wzroku, wkładając telefon do torby. Robiłem to jak najdłużej chcąc by zajął sie czymś i spuścił swoje oczy ze mnie.
Gdy odszedł, odetchnąłem. Sam zastanawiałem się, dlaczego go unikam skoro jeszcze wczoraj cały dzień o nim myślałem.
Nie poznam odpowiedzi na to pytanie. To po prostu moja natura.
Schroniłem się w oddali, uciekając od otaczających mnie ludzi i od niego. Postanowiłem spędzić tą wycieczke w samotności. Spacerowałem po trawie, widząc jak ciemne chmury zbliżają sie z oddali.
- Przejdzie bokiem – myślałem, patrząc w niebo.
Obejrzałem się, w altance nadal tłoczyli sie ludzie. Wychowawczyni rozmawiała z jakimiś ludźmi, pewnie z rodzicami Szymona.
Chodziłem dalej, zwiedzając teren. Minąłem kilka domków letniskowych z wyrandami. W niektórych firanki prześwitywały, obejrzałem więc nieciekawie i skromnie urządzone wnętrza.
Po kilku minutach wróciłem do miejsca z ogniskiem. Rodzice Szymona zajmowali się przygotowywaniem kiełbasy, a moja kalsa biegała, kopiąc piłkę.
Nie chciałem z nimi grać, i tak pewnie by mnie ignorowali.

Usiadłem na ławce i oglądałem jak wszyscy wokół robią swoje. Gdzie Szymon – nie interesowało mnie.
Włożyłem gumę do ust i zacząłem rzuć, żeby czymś sie zająć. Czułem że ta wycieczka będzie dłużyć sie w nieskończoność. Zawsze tak jest gdy robimy coś co nam nie odpowiada.
Nagle ktoś szybkim ruchem ręki objął mnie w ramionach.
No tak, wychowawczyni przysiadła sie do mnie. Kolejna psychologiczna pogawędka?
- Co tak sama siedzisz? – zapytała sympatycznym głosem kobieta. Była mocno umalowana, co niestety nie przykrywało zmarszczek na jej twarzy.
- Nie wiem... – Lekko sie uśmiechnąłem, zbywając ją.
- Idź do nich pograj, patrz jak biegają! – Palcem wzkazała grających w piłke uczniów.
- Nie, to nie moja bajka – odparłem grzecznie.
- Ty zawsze tak sama, i sama... To nie jest dobre dla ciebie – powiedziała całkiem poważnie.
- Wiem, ale nie mam nikogo takiego – powiedziałem, zaciskając usta w ciemnką linie, widząc oczami wyobraźni imię Szymon.
„Nie, on nie jest tym kogo potrzebuje”
- Powinnaś sie otworzyć, może wtedy znalazłabyś przyjaciół – rzekła kobieta wstając. Zostawiła mnie samego, co przyniosło mi ulgę. Jedynym towarzyszem jakiego chce jest samotność.
Zawsze chciałem kogoś mieć, przyjaciela, bratnią dusze.. Jednak jestem tak durnym człowiekiem że gdy już to dostałem, coś musiało sie zepsuć.
Siedziałem tam, dalej obserwując otoczenie.
Przez następne pół godziny chodziłem wkoło altanki jedząc chipsy i ciesząc sie że nigdzie nie ma Szymona. Widziałem go tylko raz,  w okolicy składziku na drewno.
Nieoczekiwanie, usłyszałem jego głos za swoimi plecami.
- Nudzisz sie? – spytał chłopak, trzymając ręce w kieszeniach kurtki.
- Nie, tak sobie chodze... – powiedziałem wymijająco, posyłając mu lekki uśmiech aby nie zobaczył zmiany we mnie.
- Chcesz sie przejść? – spytał, pokazując głową w kierunku domków letniskowych.
Chwilę trwało, zanim z moich ust wydobyło  sie niepewne „Tak...”
Szedłem obok niego, wyraźnie spięty. Nie miałem pojęcia jak z nim rozmawiać. A jeszcze wczoraj słowa same wychodziły z moich ust.
Nie zdejmowałem tej maski nawet kiedy usiedliśmy na powalonym drzewie. Siedząc obok niego w cieszy, spoglądałem jak w oddali reszta dalej ugania sie za piłką.
- Jak im sie to nie nudzi... – zagadnął Szymon, bardziej do siebie samego.
- Mają zajęcie przynajmniej – powiedziałem, by kontynuować tę bezsensowną pogawędkę.
Podszedłem do tej rozmowy na zasadzie „Przetrwać tą wycieczke”. Jutro w szkole wróce do swojego dawnego życia, a on sam sie odczepi.
- A my bedziemy siedzieć i gadać, ha ha – zaśmiał się i omiótł mnie wzrokiem – Przyniosłaś mi rysunki?
- A, tak. Mam je w torbie – odparłem, sięgając na ziemie.
Nagle, zapomniałem jak bardzo chce sie go pozbyć.
Pokazałem mu obrazki. Na jednym był wizerunek demona, na drugim zaś szkic twarzy dziewczyny. Wyczekująco, patrzyłem jak ogląda kartki.
- Naprawde dobrze ci to idzie – przyznał, uśmiechając sie pod nosem.
Kolejny komplement, kolejne motylki w brzuchu Edi .
- Dzięki, rzadko zdarza mi sie to słyszeć – powiedziałem od niechcenia, chowając papier.
- Niby dlaczego? Zasługujesz na takie słowa – powiedział, pocierając brodę w uśmiechu.
A jego uśmiech był rozbrajający.
- Nie gadaj głupot, nie jestem żadnym wyjątkiem – zacząłem gadać głupoty, byle tylko nie powstała między nami cisza.
- Jak nie? Jesteś inna od tych wszystkich lamusów! – Widziałem z jakimi emocjami to mówił, jakby imponowało mu to kim jestem.
Spojrzałem za siebie, wstecz o całe moje życie... i dotarło do mnie że to chyba najprzyjemniejsza rozmowa w całym moim życiu.
- Podoba ci sie to? Gadanie z odludkiem? – zapytałem.
- Odludkiem? Nie mów tak o sobie, prosze cie...
Spojrzałem przed siebie, prychając pod nosem. Nie rozumiałem jego zachwytu moją osobą.
- O mnie też tak mówią. Że jestem dziwakiem. A to że nie lubie ich towarzystwa to nie idiotyzm, to raczej mądrość i dobry wybór – Spojrzał na mnie, jakby czekając na mój ruch.
- O tobie nie mogą tak mówić. Jesteś inteligentny i lepszy iż oni.
- Taak... I to jest zaleta nas obojga. Że jesteśmy inteligentni i lepsi od nich.
- Heh... powiedz o sobie jeszcze raz że jesteś odludkiem a skopie ci dupe – zaśmiał się, patrząc na mnie.
- Tak? Uważaj żebyś pierwszy nie oberwał!
Z jego inicjatywy, zaczęliśmy sie przepychać na tej kłodzie.
Śmialiśmy się, będąc naprawde blisko. Co mi odpowiadało, to uczucie dawało mi skrzydła. Czułem że latam i jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.
„Nie, nie moge sie od niego odczepić”


Heja. Dzięki za zainteresowanie, ale chyba już to pisałem. Naprawde, cieszy mnie że tak wam sie podoba TDF. Cóż, przedstawiłem wam jeden z moich dylematów w tamtejszym okresie. Czy porzucić siebie dla kogoś? NIE. Nigdy tego nie róbcie :)
Zostawcie namiary w zakładce Informowani, jeśli chcecie być informowani o każdym nowym rozdziale :)
5 kom - next

5 komentarzy:

  1. Czasem wybór między byciem sobą, a tymczasowym szczęściem potrafi być naprawdę trudny...

    OdpowiedzUsuń
  2. chce wiecej !

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak mozesz to pisz troche dluzsze :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Z jednej strony - miłość oferuje (RZEKOMO) nowe horyzonty. Lecz z drugiej - jeśli ktoś chce nas zmieniać, to nie warto się w to pakować. Ciekawa jestem, jakie były następstwa relacji z Szymonem.

    OdpowiedzUsuń