piątek, 22 lipca 2016

14. Saviour



Doszedłem do domu. Siostra już zaparkowała i pewnie teraz ściąga swoje eleganckie ubranie i zamienia je na dresy.
Nie zwracając uwagi na mamę, przeciąłem salon i znalazłem się u Anki.
Tak, już w luźnych spodniach i tshircie. Rozwiane włosy i zmyty makijaż.
- Co tam? – spytałem, wchodząc.
- A nic... Dzień jak codzień – Dziewczyna lekko sie uśmiechnęła – A u ciebie?
- Dzień jak codzień – powtórzyłem, podchodząc do niej.
- Idziemy na spacer? Jakoś tak połazić mi sie chce.
- Możemy iść, jasne – Stwierdziłem.
Spędziliśmy w lesie godzinę. Odwiedzając znajome zakątki i polany, nabierałem energii. Zawsze na spacerach zapominam o wszystkim. Dobrze zrobiła, że zaproponowała to wyjście.
Rozmawialiśmy, śmialiśmy sie i było przyjemnie. Zła passa dnia dzisiejszego chyba mnie opuściła.
Gdy wróciliśmy, zdecydwałem że jednak pójde jutro do szkoły. Nie wiedząc czego, doszła mnie myśl że swoją nieobecnością pokaże im że jestem tchórzem. A raczej - nie jestem, albo nie chce być.
Odrobiłem lekcję, wziąłem gorącą kąpiel i po krótkim pożegnaniu z siostrą, jak zawsze wieczorem, zasnąłem.
Rno, obudziłem się z tym dziwnym uczuciem w żołądku. Jak wojownik przed walką – Ze strachem w oczach.
Ale coś dawało mi siłe, aby im dokopać. Raz na zawsze – pokazać im że jestem silny i że ich wyzwiska i przemoc to dla mnie nic.
Załatwiłem swoje sprawy w łazience i zacząłem sie ubierać. Jednak, wszystkim tym czynnościom towarzyszyło uczucie że to bez sensu.
Że nie powinienem iść dzisiaj do szkoły. Że tam zginę albo jeszcze bardziej utwierdzę sie w przekonaniu jakim zerem jestem.
Założyłem ciemne spodnie i limonkową bluzę z kapturem. Stojąc przed lustrem, wpatrywałem się w chłopaka z nieokreślonym wyrazem twarzy. Niby pewny siebie, lecz jakoś bojaźliwy...
Moje oczy mówiły tym drugim „Nie jestem tchórzem”. Tylko, żadne z nich w to nie wierzyły.
- Nie dam sie zastraszyć jakimś debilom – powiedziałem na głos, zagryzając wargę. Błądząc wzrokiem po swoim, odbiciu, dostrzegałem elementy.
Jestem niski, chudy, i jestem dziewczyną.
Ale to nie odbiera mi prawa bycia człowiekiem.
Szybko zgarnąłem plecak i nie żegnając sie z nikim, wyszedłem na autobus. Jak mama wstanie, pewnie będzie zdziwiona że sie nie pożegnałem. Ale, dzisiaj nie to mi w głowie.
Nabuzowamy, zająłem miejsce w pełnym uczniów jadących do szkoły pojeździe. Zapewne bardziej niż zwykle zwracałem na siebie uwagę. Naburmuszony i gotowy zabijać wzrokiem, oto ja w stanie wkurwienia.
Włączyłem muzykę i odgrodziłem od siebie murem ciekawskie spojrzenia pasażerów.
Wysiadłem szybko, po kilku minutach jazdy.
Przedarłem się przez tłum na podwórku, z sercem na ramieniu idąc do szatni. Nie wiem, czego bałem sie wtedy bardziej. Słów czy czynów, wyzwisk czy ciosów?
Gdy zjawiłem sie obok szatni, nie wszedłem od razu. Najpierw sprawdziłem wzrokiem, czy pomieszczenie jest puste. 
Nie było żywego ducha, wokół też nie zauważyłem nikogo.
Nie czekając aż ktoś niespodziewanie sie zjawi, zmieniłem obuwie i wbiegłem schodami na górę.
Korytarz był opustoszały, pewnie dlatego że do lekcji jeszcze troche czasu. Nie wiem czemu właściwie zjawiłem sie tu wcześniej.
Wyszedłem zza rogu i gdy odszedłem kawałek, usłyszałem za sobą śmiechy.
Zaintereoswany, odwróciłem głowę.
Sebastian, Grzesiek i Kamil – Szli za mną chyba już jakiś czas a ja ich nie widziałem...
Zignorowałem ich, chcąc pozostać niewzruszonym i udawać jak bardzo mam ich gdzieś.
Szedłem dalej, słysząc za sobą  „Siema Edzia” „Co tam?”.
Tak, tylko że nigdy tak do mnie nie mówią.
- Nie chce mi sie z wami gadać – Rzuciłem na odczepne, idąc dalej nieprzerwanie.
Spodziewałem sie zaczepki. Jednak, to co potem sie stało przerosło moje wszelkie oczekiwania.
Zaskoczyli mnie. Wszyscy trzej zaczęli mnie szarpać, ja starałem sie wyrywać. Klnąc coś pod nosem, zawędrowaliśmy tak do jednej z otwartych klas.
- Kurwa, możecie mnie puścić?! – krzyczałem, wiedząc jak głupio brzmi to pytanie.
Zostałem pchnięty na podłogę. Upadłem na tyłek i podniosłem sie prawie od razu.
Lęk chciał przejąć kontrolę, ale nie pozwoliłem mu. Sparaliżowałby całego mnie i pozwolił na moją śmierć.
Musiałem działać, ci trzej zagrodzili mi drogę do drzwi. Stali tam tylko i sie głupio śmiali, jednak nie przeszedłbym.
Gdy zajęci byli swoją głupotą, podbiegłem szybko do jednego z okien w sali. Jest na parterze, także sprawa mogłaby być prosta.
Biegnąć, jednak znów zostałem popchnięty. Tym razem jednak, zachaczyłem ramieniem o ławkę, upadając na krzesło.
Odetchnąłem kilka razy, zanim odwróciłem wzrok od siedzenia i podłogi. Sebastian z Kamilem, stali nade mną  i uśmiechali sie wrednie.
Zachowałem cisze, dając im spojrzeniem do zrozumienia że mam dosyć.
Znowu sie poddałem, znowu zawiodłem samego siebie. Ale chyba naprawde nie mam wewnętrznej woli walki tylko jej pozory i pragnienie.
Siedziałem cicho, dopóki jeden z nich sie nie odezwał.
- Ile masz dzisiaj kasy, cioto? – Był to głos Sebastiana.
- Gówno, dla ciebie – odpowiedziałem słabo. Nie wziąłem dzisiaj pieniędzy, wyczuwając tą fatalną sytuację.
- Nie pierdol, kurwa! – Nachylił się nade mną. Nie spodziewałem że aż tak daleko sie posunie, a jednak zrobił to.
Uderzył mnie pięścią w twarz. Zamknąłem oczy, czując uderzenie na policzku. Mroczki w głowie pojawiły się, a ja opadłem całkiem na podłoge.
Czułem chwilowe pulsowanie. Otworzyłem zmrużone oko, on dalej tam stał.
Czułem że łzawie, jednak te łzy nie spadną. Już nigdy nie spadną, nie będe płakał...
- Jesteś żałosna, naprawde... – mruknął chłopak i splunął na mnie. Trafił w ubranie, dając mi uczucie obrzydzenia.
- Seba, kurwa, weź sie odczep! – wydarłem sie. Nie błagałem olitość, chociaż mózg podpowiadał mi że to robie.
- Bo co? – zaśmiał sie triumfalnie – Pobijesz mnie? Zaatakujesz? A może wychowawczyni powiesz?
Jego kumple uśmiechali się, ja tylko słuchałem szukając w głowie odpowiedniej pyskówki. Nie za mocnej, nie za słabej...
- Bo powiem wszystkim o twoim ojcu – Rzuciłem stanowczo.
Sebastian zastygł, odwrócony do mnie plecami.
Zdążyłem podnieść się, ignorując ból na twarzy.
- Co niby powiesz? – parsknął, pozornie pewny. Jednak, wyczułem że trafiłem w czuły punkt. Sprawiał wrażenie jakby chciał kontrolować sytuacje, ale teraz to ja miałem przewagę.
- Może fakt że ma kilka dup na boku cie nie obchodzi, ale innych może obejdzie – mruczałem spokojnie, patrząc w jego ciemne ze złości oczy. Pierwszy raz od dawna czułem że to ja jestem górą. Oberwałem, ale teraz unoszę sie z popiołów.
- Nie bądź taka mądra, suko! – Zdecydowanie popchnął mnie na ławkę,  a ja widziałem jak kumple do niego dołączają.
Myślałem, że teraz naprawde tam zginę. Ale pewien krzyk wytrącił nas wszystkich z równowagi „ Co wy tu robicie?!”
Moi oprawcy obejrzeli się, trzymając mniekurczowo. Kątem oka, zobaczyłem chłopaka którego miałem unikać.
Szymon stał w drzwiach, jednak widziałem jak szyko zbliżał się do nas.
- Ty też chcesz dostać? – Sebastian nagle odskoczył i rzucił się na bruneta.
Kamil i Grzesiek trzymali mnie, przyglądając sie przepychance. Byli skupieni na nich dwóch, więc ja zręcznie sie wyrwałem. Gdy tylko próbowali sie do mnie dorwać, wykorzystałem moment i walnął Grześka z łokcia w brzuch. Wysoki okularnik zgiął się, a ja odepchnąłem do siebie Kamila. Ten był niewiele wyższy ode mnie także był mniejszym problemem.
Szymon odepchnął Sebastiana, ten stanął i wgapiał w nas wściekłe oczy.
- Doigracie sie kiedyś, szmaty! – rzucił, plując na podłoge. Pociągnął za sobą swoich kumpli i w końcu, zostałem sam. No... prawie.
Westchnąłem, czując nagle że adrenalina przestała działać a nogi odmawiają posłuszeństwa. Wiedziałem że oko mi napuchnie i będzie fioletowe, choć znałem to tylko z filmów.
Nie chcąc zemdleć, usiadłem pod ścianą. Mój wybawca cały czas obserwował moje ruchy.
- Wszystko w porządku? Żyjesz? – Podszedł, gdy opadłem na tyłek, przylegając do zimnego betonu.
- Nie, jest zajebiście – powiedziałem wkurzony.
- Sory, o nic nie pytam – Chłopak rzucił zirytowany i odsunął sie.
Chwilę milczeliśmy, ignorując fakt że jest już po dzwonku.
- Pomóc ci wstać czy dasz rade? – zapytał.
- Dam rade, zostaw mnie – powiedziałem cicho, mając gowę schowaną w kolanach.
- Może byś tak sie odwdzięczyła... W końcu cie uratowałem... – marmolił pod nosem, podnosząc mi tym samym ciśnienie.
- Tak, dziękuje ci. Ale jesteś ostatnią osobą której potrzebuje w moim życiu! – krzyknąłem. Moja twarz była czerwona ze złości i płaczu, a oczy wpatrywały się w zaskoczonego chłopaka.
Mam wokół siebie pewien mur. On go kiedyś przekroczył,a  teraz chce zrobić to ponownie. Ale nie moge dopuścić go za blisko, bo wtedy zatracam siebie. I to jest paradoks moich problemów.

Chyba to właśnie ja jestem największym.

Siema, cześć wam. Tak, rozdział nieco smutny, ale naprawde tak bylo. Przechodziłem przez to piekło całe gimnazjum i nie chciałbym teraz tego pamiętać. Ale niestety, przeszłość to przeszłość - Nie wymażesz jej. To co zrobiłem potem, też woła o pomstę do nieba i sam przed sobą już sie z tego rozliczyłem, ale... dojdziemy do tego.
Jeśli chcecie być informowani o nowy rozdziałe, zostawcie emiale w zakładce Informowani.
5 kom - next

4 komentarze:

  1. Fakt, opowiadanie nie było wesołe, ale fajne 😉 I ciekawe

    OdpowiedzUsuń
  2. Udało mi się (w końcu!) nadrobić zaległości i dotrwać do rozdziału bieżącego. Twoje opowiadanie porusza bardzo poważne problemy - Edyta jest przecież człowiekiem, którego życie nie oszczędza. Lubię opowiadania poruszające ciężkie, kontrowersyjne tematy, nie boję się ich.
    To, że historia ta jest częściowo autobiograficzna napawa mnie bólem. Wiele musiałeś przejść... Życie nie oszczędza nikogo, mam nadzieję na Happy End.:)
    Nie musisz informować mnie o nowych rozdziałach, gdy znajdę czas - zajrzę i poczytam.
    Dziękuję (jeszcze raz chyba) za polecenie mi tego opowiadania!
    Nawiasem mówiąc uwielbiam utwór "Tears don't fall"! ❤ Gdy czytałam to opowiadanie, on cały czas był w mojej głowie.

    Mam nadzieję, że nie obrazisz się jeżeli ośmielę się zaprosić Cię do zapoznania się ze swoją twórczością. Każdy konstruktywny komentarz jest na wagę złota.:) Tym zajmę się rzecz jasna w odpowiedniej zakładce.
    Trzymaj się, dużo weny życzę!

    OdpowiedzUsuń
  3. Odkryłam tego bloga dzisiaj i postanowiłam od razu poczytać. Nie byłam pewna co do tematyki. Zazwyczaj mało osób umie odzwierciedlić takie problemy. Ale nie ty! Blog jest fenomenalny i daje do myślenia. Zazwyczaj czytam przesłodzone opowiadanka, a to daje mi do myślenia. Na pewno jeszcze tu wrócę. Namiary na siebie zostawię w Spamie :) Pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń