wtorek, 13 września 2016

15. If you are intrested in lies, then go ahead


Opuściłem pomieszczenie, zostawiając Szymona samego.  Poszedłem na lekcję, jednak on sie nie pojawił.
Siadłem jak zawsze z tyłu i miałem wrażenie że moje oko zaczyna puchnieć i wszyscy zwracają na nie uwagę.  Było to dość niekomfortowe. Chowałem głowę najniżej jak mogłem i czekałem tylko na dzwonek.
Gdy tylko lekcja sie skończyła, szybko poszedłem do łazienki. Na szczęście byłem tam przed innymi.
Było ciemno, jednak spotrzegłem w tafli zarys swojej twarzy.
Dotknąłem palcami miejsca, gdzie zostałem uderzony.  Czułem, dotyk, trochę jeszcze pobolewało ale największa fala już przeszła.
Bałem sie wracać do domu, bałem sie wracać na lekcje... Chyba tylko śmierci sie wtedy nie bałem.
Pośpiesznie, udałem się do sali gdzie mamy teraz matematykę.
Usiadłem pod ścianą obok plecaka i narzuciłem kaptur na głowę. Słaba obrona przed światem, ale innej nie mam.
Nie zauważyłem nawet, kiedy nade mną pojawiła sie znajoma pani psycholog.
Usłyszałem głos brunetki i spojrzałem w górę.
Elegancko ubrana, nie tak jak ostatnio, stała nade mną mówiąc „Moge cię prosić do siebie?”.
Wzruszyłem ramionami i wstałem.
- A o co chodzi? – spytałem, idąc za kobietą.
Odpowiedziała mi dopiero, gdy usiedliśmy w jej pokoju.
Ja wyczekiwałem, ona chyba układała sobie w głowie tą rozmowę.
- Doszły mnie słuchy że prześladujesz jednego z uczniów... – powiedziała, bawiąc się długopisem.
Poczułem się, jakby piorun we mnie strzelił. Co to ma znaczyć?
-Jakiego ucznia? Skąd te informacje? – zapytałem spokojnie, choć w środku miałem ochotę wybuchnąć.
- Najpierw sie uspokój.  Chodzi o Szymona, tego z twojej klasy – powiedziała, lustrując moją twarz. Starałem sie udawać opanowanie, jednak coraz bardziej się nakręcałem.
- On to pani powiedział? – spytałem, prawie wybuchając śmiechem.
- No, tak. Że sie na niego uwzięłaś, że go prześladujesz, bijesz... Dzisiaj na przerwie na przykład.
Kobieta zakładała nogę na noge,  ja siedziałem w rozkroku... i byłem jak tykająca bomba kiedy rzucała te oskarżenia.  Nie na nią powinienem być zły, ale tylko ona była w pobliżu.
- Pff... Wie pani co... – westchnąłem stanowczo i wstałem z krzesła. Nigdy nie lubiłem psychologów i nie miałem do nich zaufania.
- Jak interesują panią kłamstwa, to  prosze bardzo – powiedziałem, odwracając sie na pięcie.
- Ja jeszcze nie skończyłam... zaczęła.
- Ale ja skończyłem! – krzyknąłem, trzaskając drzwiami.
Od rana wiedziałem że ten dzień sie źle skończy. A teraz poznałem ciemniejszą stronę Szymona. I dałem sie mu sprowokować bo właśnie szukałem go z zamiarem opierdolenia.
Dzwonek na lekcje zadzwonił. Idąc korytarzem, mijałem uczniów wchodzących do klas i przyśpieszyłem kroku, żeby sie nie spóźnić.
Spotkałem moją klasę, wchodzili właśnie do sali. Szymon, jak zwykle na końcu.
Wykorzystałem to i szybko się do niego zbliżyłem.
- Co ty odpierdalasz? Podobno głupot psycholożce naopowiadałeś!
- Nie psycholożce, wychowawczyni – Przy tym uśmiechnął sie, jednak to nie był miły uśmiech.
- Y... Świnia – Po tym jak wszedł do klasy, ja zrobiłem to samo. Nie zamierzałem z nim gadać ani nawet na niego patrzeć. Wyjaśnie tylko tą sprawe i niech sie wynosi z mojego życia. Od jakiegoś czasu naprawde tego pragne.
Matematyka minęła w ciszy, jak zwykle. Wszyscy bali sie surowego nauczyciela i na jego lekcjach panował stoicki spokój. Jedynym słyszalnym głosem był głos tego łysego faceta.
Nie lubiłem go, był według mnie za mało życiowy i niesympatyczny.
Doczekałem do końca i jako pierwszy wyszedłem z klasy, czując dokładnie że mój polik sie powiększa.
Głupie uczucie, ale nic nie mogłem zrobić. Tylko... właśnie zdałem sobie sprawe że to świadczy na moją niekorzyść.
Mam na sobie ślady bójki... Jeśli sprawa z kłamstwem Szymona sie rozwinie, moge mieć kłopoty.
Starałem sie to odrzucić, ale te myśli wracały.
I co najgorsze, po tej przerwie jest godzina wychowawcza.
Może być ciekawie...
Siedząc na ostatnim wolnym miejscu na ławce, poczułem nagle że to zaczyna mnie przerastać. Szymon, Sebastian...
Ja jestem poszkodowanym, a ten dupek chce ze mnie zrobić oprawce. Nie moge na to pozwolić... Ale nie dzisiaj.
Dzisiaj, musze odpocząć od życia.  Energia, która mnie wypełniała, musiała wyjść.
Gwałtownie zerwałem się z ławki. Dziewczyna siedząca obok patrzyła za mną jak na debila. Patrzyła jak znikam z korytarza i ze szkoły.
Musiałem pożyć troche swoim życiem. Nie dziewczyny czy chłopaka... po prostu swoim.
Nadal chodziłem w zaplutej przez Sebe bluzie. Pod nią mam tylko koszulkę na ramiączkach, a nie lubie w takich chodzić bo uwydatniają moje cycki. Jednak, teraz jest dobry moment.
Mama ma dzisiaj wolne, więc do domu nie moge wrócić. Norbert jest w szkole, z której właśnie uciekłem. Ale potrzebowałem tego świeżego powietrza.
Poszedłem na łąki. Daleko od szkoły, bliżej mojego domu. Na porośnięte trawą obszary, gdzie kiedyś spędzałem całe wakacyjne dnie. Po prostu biegając i wygłupiając sie z Norbertem.
Z łąk wchodzi sie do lasu. Na jego obrzeżach jest taka mała polana, z stolikiem i ławeczką z powalonego drzewa. Nie wiadomo kto to zrobił, ale dobrze mu to wyszło.
Słońce ogrzewało moje ramiona. Gdy tylko wyszedłem z obszarów bardziej zagospodarowanych, zdjąłem zaplutą bluzę i schowałem do oddzielnej komory plecaka niż inne rzeczy.
Dochodziłem do krzaków, w których znajdował się ten zakątek. Było tam ciemniej niż na łące, bo drzewa i ich liście zasłaniały większość słońca które miało tam wpadać.
Wszedłem przez niewielkie krzaki i moje buty zetknęły się z twardą, nie porośniętą niczym ziemią. Miejsce miało swój klimat. Było jak pokoik z ścianami z drzew i krzaków.
Był tam niewielki drewniany stolik i powalone drzewo. Usiadłem na nim, rzucając na ziemie plecak.
Nie myślałem, co będe robił. Stawiałem na „co mi przyjdzie do głowy”.
Najpierw, wyjąłem z plecaka śniadanie i ze smakiem zjadłem kanapkę. Był w niej ogórek, szynka, ser i papryka.
Był to tak naprawdę mój pierwszy posiłek dzisiaj, pewnie dlatego kanapka smakowała tak wyśmienicie.
Następnie, spędziłem kilka godzin na odrabianiu lekcji. Przy dźwiękach natury i czystym, leśnym powietrzu nawet ta żmudna czynność wydawała się czymś wyjątkowym.
Po jakiejś godzinie siedzenia tam, zadzwonił mój telefon.
Spojrzałem na wyświetlacz, wpadając w zdziwienie.
Moja mama nigdy nie dzwoni do mnie, jak jestem w szkole. Chyba że coś sie stało albo coś.
Odebrałem. Następnie, usłyszałem jej zirytowany głos.
- Ja myślałam, że ty w szkole jesteś a tu prosze, telefon od wychowawczyni. Już któryś dzień uciekasz z lekcji a do tego jakaś bójka, o co z tym chodzi? I gdzie ty sie wogóle obracasz?!
Mama mówiłą ciurkiem, a ja nawet gdybym chciał jej przerwać nie wiedziałbym co powiedzieć. Gdy skończyła, zacząłem mówić.
- Z tą bójką to jakaś pomyłka, wyjaśnie to.
- Weź tu już wracaj do domu... Jak masz sie gdzieś włóczyć, a nie być w szkole to wracaj do domu. Pogadamy o tym.
Teraz mama mówiła już spokojniej, lecz nadal była zdenerwowana.
Bałem sie rozmowy która miała nadejść, ale było to nieuniknione. Zacząłem sie pakować. Gdy zabrałem swoje rzeczy, skierowałem się gliniastą drogą, w stronę mojego domu.
Szedłem wzdłuż rowu, zastanawiając sie, co poszło nie tak. Odkąd  ten Szymon sie pojawił, jakoś wszystko spada w dół.
Wiedziałem, jak wygląda teraz moja twarz. I domyślałem się, że mama nie puści tego płazem.
Fioletowa plama zajmowała cały policzek. Mam dość opaloną skórę, także kontrast był niewielki. Jednak, było to widoczne.
Wróciłem do domu. Spotkałem mamę w korytarzu, wychodziła akurat z łazienki.
- Jesteś – westchnęła. Jednak, dopiero po chwili odwróciła się do mnie. Otworzyła usta, jakby tchu jej zabrakło.
- Co to jest?! – Szybko zjawiła się obok mnie, oglądając siniaka. Jednak jej krzyk nie był krzykiem wściekłości. Raczej, jakby była przerażona albo coś takiego.
- Takie tam... limo – odpowiedziałem, wiedząc że to i tak nie wystarczy.
- „Takie limo”. Nigdy sie nie biłaś a teraz wracasz z podbitym okiem. No, Edyta!
- Mama, mam dosyć na dzisiaj – zacząłem odchodzić.
- Ale kto ci to zrobił? – zapytała kobieta. Widać, że troszczy sie o mnie, że jej na mnie zależy.
Sebastian... Lecz zamiast tego w mojej głowie pojawiło się inne imię i plan zemsty.

- Szymon. Zaczepił mnie pod szkołą. I to nie pierwszy raz – rzuciłem po czym zamknąłem sie w swoim pokoju.

Cześć. Przepraszam was za długą nieobecność, jednak... żyje i mam sie dobrze :) No, w tym rozdziale zaczynają sie kłopoty. Tak naprawde to on zaczął, ja tylko skończyłem.  Te dziwne oskarżenia to tylko początek kłopotów których Szymon był sprawcą. Ale... teraz jak jestem doroślejszy, to troche żałuje że dałem sie wkręcić w tą bezsensowną gre. On mną manipulował, prowokował a potem obracał wszystkie moje błędy na swoją korzyść. I to ja byłem wszystkiemu winny... Zawsze tak obracał sytuacje, że to on jest ofiara. A ja winnym... Tak, byłem winnym. Bo dałem sie prowokować i stanowczo nie stawiałem na swoim. Jakby, bałem sie otworzyć usta i mu przeciwstawić. Jemu, i ludziom którzy mnie atakowali przez to piekło którego on był powodem. Ale... smutna sprawa, jednak żałuje swoich słabości w tamtym okresie. Naprawde, bardzo żałuje.

Jeśli chcecie być informowani o nowym rozdziale, zostawcie namiary w zakładce Informowani.
5 kom - next

2 komentarze: