środa, 26 października 2016

16. Scars&Bruises




Nie czułem żadnych wyrzutów sumienia. Po prostu rzuciłem plecak na ziemię i położyłem sie do łóżka.
Drzemka zajęła mi czas do godziny 17. Przez ten czas nikt nie wchodził do pokoju.
Gdy wstałem, wyszedłem do kuchni.
Co ciekawe, zobaczyłem tate w kuchni przy stole. Jadł kolację, mama siedziała w swoim pokoju.
Mężczyzna tylko spojrzał na mnie, pytając jednak „Co sie stało?”.
Nigdy za bardzo sie mną nie przejmował... Musiałem aż zostać pobity aby zaczął?
- Nic ciekawego, uwierz... – powiedziałem, z lekkim uśmieszkiem.
- Ale to samo, czy ktoś ci to zrobił? – zapytał, zanim ugryzł kęs kanapki.
Znalezione obrazy dla zapytania boy bruise tumblr- Taki debil jeden. Naprawde nieistotne.
Zrobiłem sobie herbaty i poszedłem do Anki do pokoju.
- O... Myślałam że gorzej to wygląda – zaśmiała sie dziewczyna, zbliżając sie do mnie.
Oparty o drzwi, patrzyłem jak dotyka mojego policzka. Była wyraźnie zaniepokojona.
- To ten... Szymon... Ten co ci sie podobał? – spytała, trzymając delikatnymi dłońmi moją głowę.
- Tak... Ale to kawał drania. Głupia byłam – rzekłem,  widząc jak moja godność upada na podłogę, rozbijając się w drobny mak.
- He... Każdy facet tak ma. Dlatego  ja z dystansem do tego podchodze. Do tej całej... miłości  i uczuć – Siostra usiadła na łóżku, zostawiając obok wolne miejsce dla mnie. Zająłem je.
- A długo on już ci dokucza? – Mama odezwała się z drugiego pokoju. Ostatnio jak widziałem, rozwiązywała krzyżówki. Taki jej sposób na relaks po pracy.
- Jakiś czas, ale do tej pory to ignorowałam – Mówiąc to, pragnąłem zapaść się pod ziemię. Właśnie tworze fałszywą historie, nie znając jeszcze konsekwencji moich i Szymona kłamstw.
- To trzeba było mówić! A nie, do tego aż musiało dojść. No ty niepoważna jesteś? – Moja rodzicielka weszła  i ku mojemu zdziwieniu, zaczeła krzyczeć – Powinnaś nam już na początku powiedzieć!
- A wy ze mną wogóle rozmawiacie... – mruknąłem pod nosem. Sytuacja zaczęła mnie przerastać, a fakty, które znam tylko ja kłębiły się w głowie. Wyszedłem z pokoju, nie chcąc wybuchnąć i wygadać się pod wpływem złości.
Oglądali jak wychodzę z domu. Znalazłem się na huśtawce, na której spędzam każdą wolną chwilę.
Znów poczułem łzy na swoim policzku. Chciałem uderzyć się w twarz, jednak... Za dużo już dzisiaj przeszedłem, nie warto...
Była to jedyna myśl która powstrzymała mnie przed ponowną samodestrukcją.
Siedząc na nieruchomej wtedy huśtawce, spojrzałem zapłakanymi oczami na swoje ramie. Podwinąwszy rękaw, spoglądałem tak przez chwile kiedy wewnętrzne demony ożywały na nowo.
Będąc samemu, nie miałem żadnych oporów.
Wbiłem paznokcie w skórę na ramieniu. Czułem ból. Jedyną rzecz która dawała mi ulgę.
Zacisnąłem zęby, wiedząc że gniew i smutek zaraz odpłyną. Zawsze to robią, gdy się okaleczam.
A teraz... w końcu mam na co zgonić.
Wbitymi paznokciami, przejechałem w dół. Aż do łokcia, widniały smugi.
Po chwili, rozstąpiły się, uwalniając odrobinę czerwonej cieczy.
Patrzyłem jak spływa w dół  w małych ilościach. Ale jednak dawała ulgę.
Kiedy rany zaczęły piec, wiedziałem że żyje. Że moge zacząć od nowa i pożegnać złość która posunęła mnie do tego czynu.
Te szramy, blizny które właśnie tak sobie robiłem... One dawały mi możliwość restartu. Zapominłem wtedy o wszystkim i gdy czułem ból,zaczynałem od nowa. Byłem pozornie szczęśliwy.
Wytarłem rew, widząc jak skóra wokół blizn puchnie. Zakryłem je rękawem  i szybko przedostałem się do pokoju by nałożyć bluzę z długim rękawem.
Za kilka dni znikną... A jakby kto pytał to Szymon to zrobił.
Naprawde, wkręciłem się w tą historyjkę. Moge spokojnie sie okaleczać, bo przecież „on sie nade mną znęca”.
Skoro on chce tak grać, pokonam go jego własną bronią.
Tamtego dnia szybko położyłem się spać. Padłem przed 22, nie odrabiając nawet lekcji. Plecak zamierzałem spakować rano. Zamknąłem się w pokoju na reszte wieczoru. Jedynym moim towarzystwem były demony ciągnąc mnie w dół.
Sen pozwolił mi zapomnieć i nabrać siły na walkę. Bezsensowną, ale dopiero teraz to widze.
Wstałem rano. Pierwsze co robie gdy sie obudzę, spoglądam przez okno. Tamtego dnia, pogoda była ładna. Ale nie zamierzałem pokazywać nikomu szram, więc musiałem zdecydować się na coś z długim rękawem.
Słońce świeciło, gdy ubierałem sie. Mamy nie było w domu, taty też. Anka pojechała kilka minut przed moim przebudzeniem sie.
 Byłem sam. Jest to jedna z rzeczy które uwielbiam. Kiedy nikogo nie ma w domu.
Ten rodzaj samotności lubie. Lecz ten który towarzyszy mi od kilku lat, jest nie do zniesienia.
To że traktują mnie jak dziwaka, freaka... Ten rodzaj samotności potrafi zabić szybciej niż kula z pistoletu.
Ubrałem się w czarną koszulkę i  bluzę bejsbolówkę Chicago Bulls w której napewno będzie mi gorąco. Do tego dodałem białe rurki i czerwone, niskie buty.
Szybko sprawdziłem czy mam wszystko i wyszedłem z pokoju. Nie miałem czasu na śniadanie, odrobinę za późno wstałem.
Po drodze do drzwi, napotkałem lustro w którym w oczy rzucała się moja śliwa. Nie był to za przyjemny widok. Pomyślałem, że lepiej bylo ubrać bluzę z kapturem i czapkę z daszkiem. Jednak, za bardzo sie spieszyłem aby wracać i sie przebierać.
Z drugiej strony... To jest świadectwo tego co niby Szymon mi zrobił. Niech wiedzą, jakim jest draniem...
Gdy o tym pomyślałem, zacząłem mniej sie przejmować a problematyczne myśli zatarły się.

Dotarłem do szkoły 20 minut przed rozpoczęciem lekcji. Zacząłem sie zastanawiać, gdzie sie ukryć przez ten czas. Jakaś część mnie sie wstydziła tego siniaka, mimo pozornej pewności siebie którą chciałem wszystkim pokazać.
Wchodząc do szkoły, pomyślałem „Czas przestać sie bać”.
Podniosłem głowę i z miną wyrażającą zdecydowanie, przeszedłem schody i zmieniłem w szatni buty. Potem, szybko powędrowałem na piętro gdzie mamy lekcję. I akurat, pierwszy jest polski z naszą wychowawczynią.

W tym dniu w szkole było mniej osób niż zwykle. Zauważyłem to wchodząc w zasięg ich wzroku. Ten od razu padł na mnie. Wgapieni w limo, zadziwieni. Jednak, nie powiedzieli nic. Ja tylko usiadłem na uboczu, wyjmują książkę. Udawałem że sie uczę, czekając czy aby nikt o nic nie zapyta. W głębi duszy, od wczoraj polubiłem zgrywanie ofiary.
Niedaleko mnie, siedziała mała grupka osób z mojej klasy. Nie zwracali na mnie uwagi, żadna nowość.
Ale ja czułem że w końcu zaczną. Kiedy wyjdzie na jaw że Szymon jest prześladowcą.
Nie widziałem w tym postępowaniu nic złego. Pragnąłem tylko w końcu być zauważonym. Wybrałem na to najgłupszy sposób z możliwych, ale innego nie było.
Siedziałem tak, udając że czytam tą książkę od biologii. Nagle, na korytarzu pojawił się Sebastian. Gadał w najlepsze ze swoją ekipą, gdy nagle zatrzymał wzrok na mnie.
Chyba jako pierwszy zobaczył moją twarz.
- O kurwa... – wysyczał z wściekłością, zmierzając w moją stronę.
Gdy do mnie podbił, wiedziałem już o co chodzi. Że wszyscy dowiedzą sie że to on.
- Spróbuj suko coś komuś wygadać to zdechniesz... – Zaczął wypluwać słowa, jednak ja spokojnie mu przerwałem.
- Nic sie nie stało, nic nie powiem. Przynajmniej o tobie.
Mówiąc to ,patrzyłem w jego twarz na której malowało się zdziwienie.
- He... i tak ma być, mała – parsknął, wyraźnie zdziwiony moim zachowaniem.
Miałem wtedy w dupie, co o mnie myślał. Jeśli miał poczucie, że mnie zastraszył czy coś... to naprawde, bardzo sie mylił. Moja wojna dopiero nabierała tempa.
Czekałem, w kupieniu na dzwonek. Gdy ten zadzwonił, spuszczając głowę, ustawiłem się pod klasą czekając na wychowawczynie.
Blondynka szybko się zjawiła. Zawsze była punktualna.
Niosąc dziennik i jakieś teczki, już po wejściu na korytarz rzuciła nam „Dzień dobry!”.
Naprawde miłą kobieta, nie miałem jej nic do zarzucenia.
Wchodząc do klasy, mijałem ją w drzwiach. I chyba dobrze przeczuwałem, czując jej zszokowany wzrok na mojej twarzy.
- Edytka, zaczekaj... – powiedziała cicho, delikatnie zatrzymując mnie ręką.
Po jej tonie głosu, już wiedziałem co się święci.
Stałem obok niej w drzwiach, gdy ta zadała pytanie „Możesz mi wyjaśnić co masz na policzku?”.
Była to ostatnia szansa by zawrócić, na tej drodze pełnej kłamstw... ale ja zdecydowałem się ją obrać.
- Takie tam limo... Niech Pani zapyta Szymona – stwierdziłem szorstko, nie chcąc za bardzo jej o tym opowiadać. Niech sama odkrywa kolejne karty. Zająłem miejsce w ławce.
Polski zleciał szybko, jednak nauczycielka nie poruszyła tematu podbitego oka.
Gdy wychodziliśmy z klasy, ona została w Sali z Szymonem. Kątem oka, widziałem jego zdziwioną minę, gdy przez chwilę obserwowałem ich z korytarza przez otwarte drzwi.
On zaprzeczał... a ja triumfalnie się uśmiechałem, idąc na kolejne zajęcia.
Oko już mnie nie bolało, ramię też... Czułem się niepokonany, wiedząc że takim zachowaniem moge osiągnąć wszystko.
Znaczy spaść na dno, o czym dowiedziałem się za późno.

Cześć. Przepraszam was za tak długą nieobecność, mam dla was jednak kolejny rozdział. W tym zaczyna się piekło, którego właściwie sam byłem stwórcą lecz jeszcze wtedy byłem za głupi aby to pojąć. Mam nadzieję, że rozdział was zaciekawi i zostaniecie by dalej czytać to opowiadanie :)

1 komentarz: